Jadłodajnia

portal ludzi głodnych i spragnionych Boga

Brakuje ci doświadczeń z Bogiem?

Podczas gdy jedni chrześcijanie są entuzjastyczni i mają mnóstwo historii do opowiadania o życiu z ich ukochanym Panem, inni milczą, są poważni, często wydają się być smutni. Dlaczego?

Pewna kobieta przychodziła od dłuższego czasu na spotkania biblijne, ale po jednym z kolejnych zniknęła. Mówca poszedł ją odwiedzić.

— Dlaczego pani przestała przychodzić? Czy może została pani czymś urażona, może zostało powiedziane coś niestosownego?

— Nie. Pastor mówił na temat sabatu i miał rację. Rzecz w tym, że nie jestem w stanie go zachowywać. Pracuję w sobotę i gdyby nie to sześcioro moich dzieci umarłoby z głodu.

— Czy nie pamięta pani cudów, jakie Bóg przez 40 lat czynił na pustyni dla Izraelitów? Dzień po dniu zaspokajał ich potrzeby. Czy nie wierzy pani, że mógłby uczynić coś podobnego w pani życiu?

— Nie wierzę.

— Chyba ma pani rację. Bóg w pani życiu nic nie uczyni, bo brak wiary i zaufania wiąże Mu ręce i uniemożliwia jakiekolwiek działanie.

Większość z nas nie ma kłopotu z niepracowaniem w sobotę, niepiciem alkoholu i niepaleniem papierosów, ale potrafimy wiązać Bogu ręce w inny sposób np. poprzez strach. Boimy się, że Pan będzie kazał nam robić coś, z czym sobie nie poradzimy, lub w pewnym momencie zostawi nas samych sobie. A co się stanie, jeżeli Bóg się nie zatroszczy o mnie? — dręczy nas obawa. Tak więc asekurujemy się. Dlatego nie pójdziemy w nowe miejsca, nie spróbujemy nowych rzeczy, nie zaryzykujemy swoich pieniędzy. Boimy się, że się nie uda lub że się ośmieszymy. Nasze chrześcijańskie doświadczenie toczy się wyłącznie w granicach ludzkich, racjonalnych kalkulacji. Duchowa rzeczywistość wydaje się zbyt niepewna, nieprzewidywalna i zbyt trudna do skontrolowania. Co prawda żyjemy poprawnym religijnym życiem, ale w ten sposób nigdy nie poznamy tajemnicy mocy Bożej. Czasami taki stan trwa latami. Jego rezultatem jest duchowa apatia i zmęczenie Kościołem albo ekstremalne poglądy teologiczne. W tym czasie nie mamy żadnych duchowo inspirujących doświadczeń. I zaczynamy szukać spełnienia gdzie indziej, często w atrakcjach tego świata, wciąż będąc w Kościele.

Cud Franka

Frank od jakiegoś czasu czytał Biblię, ale nie chodził do żadnego Kościoła, bo nawet nie wiedział do którego. Przypuszczał, co powiedzą baptyści, gdy do nich pójdzie; domyślał się, co powiedzą katolicy; czuł, co powiedzą zielonoświątkowcy — to my mamy rację! Wszyscy przecież twierdzą, że należą do jedynego prawdziwego, jedynozbawczego Kościoła. Zamiast chodzić i szukać właściwego dla siebie miejsca, modlił się w ten sposób: „Ucz mnie, Panie, ze swojego Słowa i prowadź. Wskazuj, co mam robić, a ja to zrobię”.

Pierwszą rzeczą, którą Pan mu pokazał, był sabat. Natychmiast zaczął go święcić. W tym czasie był górnikiem. Poszedł do swojego szefa, aby załatwić wolną sobotę.

— Czytam Biblię i widzę, że dniem, który dał nam Bóg do odpoczynku, jest sobota. W związku z tym nie mogę dłużej pracować w tym dniu — powiedział Frank do szefa.

— W tej firmie pracuje 15 tys. pracowników. Czy myślisz, że zmienimy zasady specjalnie dla ciebie? — odpowiedział jednoznacznie dyrektor.

— Nie wiem, co wy zrobicie ze mną, ale wiem, co ja zrobię. Będę święcił sabat.

W tym samym dniu, gdy wyjechał po pracy na powierzchnię, wezwał go szef i powiedział:

— Frank, twoja sprawa trafiła do władz najwyższych. Nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale kazali dać tobie to, czego żądasz, czyli wolne od zachodu słońca w piątek do zachodu w sobotę. Teraz już idź, ale nikomu o tym nie mów.

Nie udało się jednak nie mówić o tym cudzie. Wkrótce kilku innych górników zaczęło święcić sabat.

Podczas wesela w Kanie Galilejskiej zabrakło wina. Maria poprosiła Jezusa, aby coś w tej sprawie zrobił. Odmówił jej. Ona jednak znała charakter Boga i nie poddawała się. Poszła do sług i powiedziała: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Ta dobrze znana historia daje bardzo ważną wskazówkę: pokazuje, jaką postawę względem Boga powinien przyjąć chrześcijanin. Przychodzisz do Boga i pytasz: „Co mam robić?”, po czym deklarujesz się, że cokolwiek ci powie, tak uczynisz. Potem wstajesz z kolan, bierzesz Biblię do rąk i czytasz. Wtedy rozglądasz się i słuchasz, wciąż mając na uwadze Najwyższego. Jeżeli chcesz mieć historie do opowiadania, pójdź bez kompromisów za tym, co Bóg ci wtedy wskaże.

Starsi synowie Kościoła

Nie ma historii w Biblii, którą powinniśmy słyszeć częściej niż ta zapisana w 15. rozdziale Ewangelii Łukasza. Przedstawia ona plan zbawienia oparty na bezwarunkowej miłości Boga. Jest to przypowieść o synu marnotrawnym.

Który z synów był lepszy? Czy zastanawiałeś się kiedykolwiek nad tym? Starszy czy młodszy? Moglibyśmy teraz zorganizować kilkugodzinne spotkanie grupy biblijnej i dyskutować na ten temat. Ale po co? Nie warto. Szkoda czasu. Prawda jest taka, że nie ma dobrych grzeszników. Dobry jest tylko Bóg (zob. Mat. 19,17).

Kiedyś często nauczaliśmy, że gdy się nawracamy, to dostajemy nowy charakter, ale to nie jest prawda. Czy możliwe jest dojście do punktu, w którym będziemy mogli stwierdzić, że ktoś z nas jest dobry? Taki moment nastąpi, gdy Jezus powróci na ziemię. Wtedy zostaniemy przemienieni i wywyższeni. Jednak do tego czasu nie będziemy dobrzy.

Adam miał bezgrzeszną naturę, ale stracił ją. Nawrócenie nam jej nie przywraca. Jeżeli chcesz to sprawdzić, to przestań modlić się i czytać Biblię, a wkrótce przekonasz się, że wciąż masz starą naturę. Gdy przychodzimy skruszeni do Boga, On obdarza nas łaską, czyli daje nam moc, która jest w stanie skutecznie kontrolować naszą grzeszną naturę. Jesteś wciąż grzesznikiem i nie ma ani jednego dobrego z wyjątkiem Boga, i w Nim jest nasze ocalenie.

Syn marnotrawny zagubił się w świecie. Drugi brat też się zagubił, ale w Kościele. Myślał, że jest chrześcijaninem, bo jest pracownikiem w Kościele, a ponadto jest sumienny. „Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu” (Łuk. 15, 29). Cóż za pewność własnej sprawiedliwości! Podobną mieli faryzeusze, którzy lubili mówić: Ja przestrzegam Bożych przykazań, a tamci nie; albo: Boże dziękuję Ci, że nie tkwię w takich ciemnościach jak inni. Osoby, które czują się duchowo bogate, często nie lubią tych, którzy w ich oczach nie są czyści. Grzech, który za tym stoi nazywa się pychą i stanowi duży problem w kościele chrześcijańskim, również wśród adwentystów dnia siódmego.

Starszy brat nie był zadowolony z tego, co się stało. Zagubiona owca się odnalazła, grzesznik się nawrócił. Ojciec się cieszył, bo kochał syna z całego serca, ale starszy brat był zły. Był zły, bo przez całe życie męczył się, przestrzegając przykazań Bożych, a uwaga była teraz skupiona na kimś innym.

Jaka powinna być nasza reakcja, gdy człowiek odchodzi od Boga? Czy nie powinniśmy być smutni i zrobić wszystko, aby go przyprowadzić z powrotem do Bożych stóp, zamiast się na niego denerwować? A jak często zamiast współczucia odprawiamy sądy nad tymi, którzy upadli lub robią coś nie po naszej myśli?

Gdy człowiek wraca do Boga, powinniśmy rzucić się mu na szyję i wyściskać go, bo całe niebo się cieszy. Starszy brat zareagował odwrotnie. Z wyrzutem powiedział: „Nigdy nie dałeś mi, abym się zabawił z przyjaciółmi”. Są tacy ludzie w Kościele. Przestrzegają przykazań, zachowują wysokie standardy, ale tak często są poważni, oschli i surowi w stosunku do innych, a szczególnie tych słabych i chwiejnych. Wierzą, że poprawność religijna ich zbawi… Nie zbawi ich. Potrzebują najpierw nawrócenia.

Jest werset w Biblii, który pokazuje, czy jesteś nawrócony czy nie. Przeczytaj tekst z I Listu Jana 3,14 i odpowiedz sobie, w jaki sposób dotyczy on ciebie. Przez grzech Adama rodzimy się martwi. Narodzenie na nowo polega na przejściu ze śmierci do życia. Okazuje się, że wyznacznikiem nawrócenia jest bezwarunkowa miłość do drugiego człowieka. Ci, którzy nie kochają swoich braci, są martwi.

Frank pracuje w bardzo specyficznym środowisku, w którym pracują adwentyści szczególnie poważnie traktujący nakazy Biblii i wskazówki Ellen White. Pewnego dnia został poproszony o opracowanie standardów życia, które miałyby stać się normą dla całego ich środowiska na całym świecie. Kiedy to zrobił i podzielił się swoimi przemyśleniami, wybuchła wielka awantura, wręcz wojna. Ci z Francji zaprotestowali, że nie zamierzają ubierać się jak adwentyści z południa Stanów Zjednoczonych. Zaczęli się sprzeczać odnośnie muzyki. Wtedy przemówił jeden z obecnych: „Hej, czy wy nie widzicie, co się tutaj dzieje? Kłócimy się o czystość zewnętrzną, podczas gdy nie szanujemy siebie nawzajem. Nie zachowujemy głównego standardu — miłości jednego do drugiego. Miłość to standard nadrzędny w stosunku do wszystkich innych. Rzucamy się sobie do gardeł odnośnie ubioru, diety czy muzyki, a nie kochamy się nawzajem. A przecież, jak wskazał Jezus, »po tym poznają, że jesteście moimi uczniami, jeżeli miłość wzajemną mieć będziecie«”.

Wszystkie standardy są cenne, ale mają drugorzędne znaczenie w stosunku do tego jednego. Jeżeli nie kochasz brata, to ubieraj się i słuchaj, czego chcesz, bo jest to bez znaczenia. Gdy jesteśmy nawróceni, stajemy się ostrożni, aby nie ranić i nie urazić siebie nawzajem, czy to ubiorem, czy zachowaniem, czy muzyką.

Poprawni biblijnie, martwi duchowo

Fragment z II Listu do Tymoteusza 3,1-5 opisuje, jacy będą ludzie w czasach końca. Jeden z wersetów mówi, że będą zachowywali pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy. Czyż każdy z nas nie słyszał chociaż raz wciąż powracających pytań: Dlaczego w Kościele nie ma mocy? Dlaczego nie doświadczamy rzeczywistości duchowej takiej jak w Dziejach Apostolskich? Odpowiedź tkwi w naszym  duchowo obojętnym życiu z jednej strony oraz sprawiedliwym życiu bez Boga z drugiej strony. Dla wielu z nas religia jest wyłącznie cotygodniowym rytuałem i ceremonią, a jakość duchowa chrześcijanina tkwi w charakterze zmienionym przez Boga. Nauki biblijne przyjmujemy jedynie intelektualnie, a potem uspokajamy się, tłumacząc, że w czasach końca Duch Święty nie będzie działał z taką mocą jak 2000 lat temu. Ale Jezus przecież tak nie nauczał. Z resztą, co jakiś czas dochodzą do nas informacje o niezwykłych cudach i zdarzeniach, jakie mają miejsce w Afryce i Ameryce Południowej. Dlaczego tam, a u nas nie? Dzieje się tak dlatego, że tamtejsi chrześcijanie mają inne nastawienie do spraw duchowych niż wierzący w krajach o materialistycznej cywilizacji Zachodu. Są otwarci na Ducha Świętego.

Nie ma mocy w samej znajomości nauk biblijnych. Diabeł je zna i rozumie, a mimo to nie jest święty. Można przyjąć najprawdziwszą teologię adwentystyczną i w dalszym ciągu żyć w ciemnościach duchowych, jeżeli serce tkwi w starym życiu. Sama znajomość doktryn Kościoła nie jest jednoznaczna z nowonarodzeniem, uświęceniem i praktykowaniem woli Bożej. Uchwyć się Słowa Bożego i pozwól, aby to Słowo cię przeniknęło i uczyniło nowym stworzeniem, zarówno na poziomie umysłu, jak i serca, a wtedy Bóg będzie mógł działać w Tobie z mocą.

Bóg przygląda się nam od tysięcy lat. To wystarczająco długo, aby poznać nasze uczynki. O adwentystach dnia siódmego mówi: „Ty bowiem mówisz: Jestem bogaty, i wzbogaciłem się, i niczego mi nie potrzeba, a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi” (Obj. 3,17). Czy nie jest to także obraz starszego brata, człowieka religijnego i sprawiedliwego, który nigdy nie odszedł z Kościoła, który trwa na posterunku i od lat wiernie pracuje dla ojca? Czuje się w porządku i nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest ślepy, nagi i biedny. Czy jesteś nagi, ślepy i biedny? Nie odpowiadaj zbyt szybko.

Chrześcijanie z różnych Kościołów lubią zadawać pytanie: „Czy jesteś zbawiony?”. Czasami nie wiemy, jak odpowiedzieć, bo czy można być zbawionym, będąc ślepym, nagim i biednym?

Zastanówmy się, co to oznacza być biednym. „Błogosławieni, którzy są ubodzy w duchu” (Mat. 5,3). Trudno pojąć tę Bożą logikę. Dlaczego nie bogaci, tylko ubodzy? Ubodzy są błogosławieni, bo bogaci duchowo po prostu nie istnieją, a ci, co myślą, że są bogaci,  żyją w kłamstwie. Ubodzy w duchu to ci, którzy potrzebują Jezusa, bo bez Niego nie są w stanie żyć. Człowiek zbawiony czuje, że jest ubogi, ślepy i nagi. Osoby sprawiedliwe tak się nie czują. Mówią: „Od zawsze przestrzegałem tego wszystkiego. Co masz mi do zarzucenia?”.

Co to znaczy być niewidomym? Jezus rzekł: „Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi” (Jan 9,39).  Faryzeuszy rozzłościły te słowa. Oczywiście, że widzieli to, czego nikt inny nie widział, i właśnie dlatego byli nauczycielami, liderami i pastorami ordynowanymi. Czuli się powołani, aby prowadzić ślepych do światłości. Żyli jednak iskrami swojej własnej sprawiedliwości. Ludzie zbawieni czują swoją beznadzieję. Są skruszeni i pokorni. Nie obchodź miast i wiosek z poczuciem duchowej wyższości, a szczególnie wobec chrześcijan z innych Kościołów, bo nie masz czym się chełpić. Tak samo potrzebujesz Zbawiciela, jak oni.

Pewien kaznodzieja opowiadał, że poszedł kiedyś podekscytowany na pewne spotkanie biblijne. Zapamiętał z niego tylko jedną rzecz. Młody mówca powiedział, że adwentyści dnia siódmego są ludźmi, którzy potrafią żyć bez Bożej pomocy. Co oznaczały te słowa? Modlił się i pytał Boga: „Czy ja też umiem żyć bez Twojej pomocy?”. I Bóg przemówił:

— Co jest twoim największym zmartwieniem?

— Nie mam czasu na moje osobiste nabożeństwa. Mam za mało czasu na modlitwę i studiowanie Twojego Słowa.

— To pokazuje, że potrafisz żyć beze Mnie. Nie potrzebujesz Mnie.

— Dlaczego tak mówisz Panie?

— Gdybyś przez chwilę zdał sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka na tobie spoczywa jako mężu, ojcu trojga dzieci i przywódcy instytucji, to nie chciałbyś robić niczego innego z wyjątkiem modlitwy. Miałbyś nabożeństwo 24 godziny na dobę.

Starszy brat tego wszystkiego nie rozumiał. Myślał, że członkostwo w Kościele zapewnia mu sprawiedliwość w oczach Boga. Myślał, że jak nie będzie pił i palił, to będzie zbawiony. Nie zdawał sobie sprawy, że nie może być zbawiony poprzez swoje poprawne zachowanie.

Jest tylko jeden sposób osiągnięcia sprawiedliwości — ciągłe, nieustanne, pełne poddawanie swojego życia Jezusowi Chrystusowi. Poddawanie Jemu swojego czasu, swojego hobby i obowiązków zarówno w Kościele, jak i w życiu codziennym. Autentyczne poddanie zaowocuje faktem, że staniesz się wolny, pozbędziesz się lęków i obaw oraz będziesz wrażliwy i ciepły dla innych osób. Gdy wierzący zrozumieją tę prawdę i zastosują w życiu, nasze zbory staną się miejscami bardziej przyjaznymi, gdyż wówczas lepiej będą  odzwierciedlały charakter Jezusa Chrystusa.

Maciej Strzyżewski

Tekst zainspirowany cyklem kazań Franka Fourniera do przypowieści o synu marnotrawnym. Frank Fournier jest obecnie dyrektorem szkoły Eden Valley w Stanach Zjednoczonych. Przez wiele lat był misjonarzem w Afryce    

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 01/05/2011 by in Tak warto żyć.