Jadłodajnia

portal ludzi głodnych i spragnionych Boga

Festiwal pasji i energii

Przed laty grupa protestantów z Wrocławia zaczęła realizować swoje marzenia. Zorganizowali Slot Art Fastiwal – jedną z największych imprez kulturalnych w Europie. Każdego roku do byłego Opactwa Cystersów w Lubiążu przyjeźdża ok. 7000 ludzi z Polski i zagranicy, aby przez pięć dni wspólnie tworzyć. Impreza ma charakter świecki, lecz inspirowana jest Księgą. Codzienne nabożeństwa prowadzi m.in. MateO.

Podczas trzech tur odbywa się 130 warsztatów artystycznych. Po 40 na każdej. Mają też miejsce wykłady uniwersyteckie oraz spotkania z Fundacjami i Stowarzyszeniami. Większość uczestników zwabiają koncerty grane na czterech scenach do 4 nad ranem.

Patronami medialnymi imprezy są m.in. TVP, MTV, EMPiK, GW

Festiwal pasji i energii

Warsztaty z bajkoczytania w pewnym momencie zamieniły się w chór. Z naprzeciwka nadszedł pochód przebierańców na szczudłach. Obok ktoś zbudował maszynę parowę z odpadów. Działała.

Pierwszy raz pojechałem Slot Art Festival cztery lata temu. W oczy rzuciły mi się tłumy przemieszczających się po całym terenie ludzi, a w uszy wszechobecny dudnienie bębnów. W nocy bębny ucichły, ale rozpoczęły się koncerty. – Nie dam dłużej rady. – w pewnym momencie stwierdziłem załamany. Jednak następnego dnia zaświeciło słońce. Było cicho i spokojnie, a ludzie uśmiechnięci. Dzieci poszły do slotowego przedszkola o nazwie Kidz Club. Zacząłem się rozglądać i dostrzegłem pozytywne strony życia. Największą uwagę zwracały misternie wypracowane fryzury uczestników. Zacząłem robić ludziom zdjęcia i wkrótce stwierdziłem, że jestem w raju dla fotografów. Dobry temat był na każdym kroku.

Rozpoczęły się warsztaty artystyczne – 140 różnych, w 50 miejscach naraz: Teatr Cieni, Bajkoczytanie i Recytacja, Flower Stick, Kije Deszczowe, Kuźnia Wyobraźni, Makramki, Le Parkour, Papier Czerpany, Język Koreański, Taniec Irlandzki, Tańce Dawne, Żonglerka, Szczudła, Monocykle, Robienie zdjęć Pudełkiem po Butach itd. Chodziłem od jednego do drugiego. Chciałem brać w nich wszystkich udział, ale czułem, że zdjęcia mi uciekają, więc szedłem dalej.

Na polance, po środku której rośnie wielki platan, przemawiał jakiś facet z Nowej Zelandii. Na głowie miał dredy. Potem się okazało, że to David Pierce, lider znanego zespołu „No Longer Music” oraz autor kilku książek. Ok. 300 osób siedziało wokół i słuchało go. Większość z nich też miała dredy.

Podszedłem do rosnącej grupy ludzi. – Co się tutaj dzieje? – zapytałem człowieka w spodniach w dużą kratę i w artystycznej czapce. – Jeszcze nie wiem. Mieliśmy warsztaty z bajkoczytania, ale zamieniły się w chór. Z naprzeciwka nadszedł w tańcu i śpiewie pochód ludzi na szczudłach w teatralnych strojach. Wszystko to działo się spontanicznie. Obok kilka osób budowało maszynę parową z rzeczy znalezionych na śmietniku. Działała.
Inni czytali. Jeszcze inni żonglowali i grali w siatkówkę. olejni bawili się w zabawy grupowe. Wokół rozbrzmiewał angielski, niemiecki i francuski.

Budynki byłego opactwa cystersów, w których odbywa się SAF mają swój niepowtarzalny klimat. Z jednej strony są monumentalne i bogato zdobione, a z drugiej ocierają się o ruinę nadając miejscu tajemniczości. Szczególnym miejscem jest pusta katedra z pięknie zdobioną kopułą i płaskorzeźbami. W niej odbywały się warsztaty aktorskie i plastyczne oraz improwizacja w tańcu współczesnym. Oprócz tego można było oglądać tam wystawy, instalacje artystyczne oraz prezentacje kina eksperymentalnego.
W pozostałych salach klasztoru odbywały się wykłady akademickie prowadzone przez naukowców – pasjonatów, mieściły się prowizoryczne, aczkolwiek klimatyczne knajpki: Kiwi, Ska, Kalafior, gdzie przy świeczkach ludzie pili herbatę siedząc na dziwacznych meblach skleconych z czego popadnie. Tam też odbywały się kameralne koncerty i spotkania autorskie.

Od popołudnia do późnej nocy na pięciu scenach rozbrzmiewała muzyka. Pomimo, że nie zawsze taka jaką bym chciał, a czasami wręcz taka której bardzo bym nie chciał, to kilka razy udało mi się usłyszeć występy na światowym poziomie.

W Lubiążu zaprzyjaźniłem się z wieloma osobami i nabrałem chęci do życia. Nabrałem wiary w to, że rzeczy niemożliwe mogą stać się możliwe. Cztery dni na SAF są dla mnie największym ładowaniem akumulatorów emocjonalnych w roku.

Na SAF człowiek styka się z tak ogromną ilością zjawisk i różnorodnością ludzi, że prawdopodobnie najbliższym miejscem, w którym można doświadczyć podobnych rzeczy na tak dużą skalę, jest Central Park w Nowym Yorku.
Znajoma powiedziała, że każdy Polak powinien wybrać się na SAF, po to aby zmieścić sobie w głowie wszystko to co tam zobaczy. Łatwiej mu będzie później żyć pomiędzy ludźmi.

Organizatorzy reklamują SAF jako imprezę bez chemii, alkoholu czy przemocy i dotrzymują słowa. Miejsce jest całkowicie bezpieczne dla dzieci i młodszej młodzieży co w tych czasach jest niezwykle cenne i pożądane.

Maciej Strzyżewski

Namiary na imprezę: www.slot.art.pl


Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 05/05/2011 by in Kulturalne, transfer.