Jadłodajnia

portal ludzi głodnych i spragnionych Boga

Twarzą w twarz z Bogiem

Spotkanie z Bogiem może przybierać różne wymiary intensywności od drobnego zainteresowania się Jego osobą pod wpływem jakiejś informacji aż do silnego przeżycia spowodowanego spotkaniem się z Nim bezpośrednio. Od naszego pragnienia zależy w jakim stopniu Go doświadczymy.

Choć Bóg jest wszędzie i przez cały czas to istnieją chwile, kiedy objawia On esencję swojej istoty w czymś co wielu nazywa „objawioną obecnością Boga”. Kiedy to się dzieje, doznajemy silnego przeżycia i towarzyszy nam świadomość, że sam Bóg wkroczył do pomieszczenia. Pomimo, że Bóg jest wszędzie przez cały czas, to istnieją także szczególne chwile kiedy Bóg jest bardziej „tu” niż „tam”. Z sobie tylko znanych powodów Bóg postanawia objawić siebie mocniej w jednym miejscu niż w innym, albo w jednej chwili bardziej niż w innej.

Taka koncepcja może wydawać ci się teologicznie niepokojąca. Przecież Bóg jest wszechobecny. To prawda, ale z jakiegoś powodu wypowiedział też następujące słowa: „I ukorzy się mój lud, który jest nazwany moim imieniem i będą się modlić i szukać mojego oblicza…”? 2 Krl 7,14

Skoro ludzie ci są Jego ludem to jakiego innego poziomu spotkania z Nim mają szukać? Mają szukać jego oblicza. Dlaczego? Ponieważ Jego przychylność objawia się tam gdzie skierowane jest Jego oblicze. Możesz być Jego dzieckiem, a nie doświadczać Jego przychylności podobnie jak ziemskie dziecko może nie doświadczać przychylności swoich rodziców choć ci nie mogą się go wyrzec. Ten zwrot jest szczególnie interesujący. Bóg obiecuje swojemu ludowi i wszystkim pokoleniom, że jeżeli będą szukać Jego oblicza i „odwrócą się od swoich złych dróg”, to On ich wysłucha i uzdrowi ich ziemię.

Czy można być Bożym ludem i chodzić niewłaściwymi drogami? Można. To właśnie nasze „złe drogi” sprawiają, że zadowalamy się przebywaniem gdzieś obok Boga zamiast trwać tuż przy Nim. Tylko autentyczny nasz głód sprawi, że Bóg zwróci ku nam swoje oblicze i swoją przychylność.

Tommy Tenney

Advertisements

4 comments on “Twarzą w twarz z Bogiem

  1. Jesusfreak
    15/07/2011

    To niesamowite przeżycie i życzę Tobie Piotrze oraz nam wszystkim codziennych takich doświadczeń. Ach, nie ma to jak Boża obecność i nic jej podrobić nie zdoła.
    Co mnie zaciekawiło w tym doświadczeniu to fakt, że po przynagleniu przyszło posłuszeństwo i Piotr w końcu otworzył usta a to uwolniło Bożego Ducha. Jak ważne jest niegaszenie Ducha i pozwolenie Mu na naturalne przepływanie przez nas i nasze życie.

  2. Maciek
    15/07/2011

    Dzięki Ci za to doświadczenie. To jedno z najmocniejszych jakie słyszałem w ostatnim czasie. Uwielbiam słyszeć historie o Bogu, który jest tuż obok i okazuje swoje panowanie. To niesamowite, że tak w jednej chwili może wszystko zmienić.
    Ciekawy jestem jak będzie dalej Ciebie prowadził, bo skoro powiedział A to powie i B. Jestem bardzo zbudowany.
    Sam miałem kilkakrotnie podobne doświadczenia. Zawsze wynikały z nich dobre rzeczy i wielkie przemiany.

    • Piotr
      15/07/2011

      heh, to ja tylko jeszcze dodam, że w zupełnie niespodziewany sposób, jeden ze „strachów” (związany z finansami) rozwiązał się dziś rano, już po napisaniu mojego komentarza wyżej: najpóźniej w poniedziałek muszę przelać spore pieniądze, dowiedziałem się o tym wczoraj w ciągu dnia i kompletnie nie miałem skąd ich wziąć… dziś rano dostałem powiadomienie z banku o wpływie pieniędzy, których mogłem się spodziewać najwcześniej za tydzień… wystarczy ich na poniedziałkowe sprawy 🙂

  3. Piotr
    15/07/2011

    Wczoraj wieczorem na spotkaniu, które mieliśmy w domu z przyjaciółmi, sporo czasu poświęciliśmy na… narzekanie. No, może nie takie ‚kompletne’ narzekanie, ale jednak różne trudne sprawy, które nas dotykają codziennie, związane z funkcjonowaniem na ziemi (problemy finansowe, psujące się rzeczy, nieporozumienia, upadki…) siedzą w naszych głowach tak mocno, że oglądamy się przez ramię w obawie, czy jeszcze coś złego nas spotka za moment… Kiedy w końcu zaczęliśmy się modlić, czułem mocne ponaglenie, żeby otworzyć usta i mówić, tyle, że zupełnie nie miałem pojęcia, co mam mówić… (a ludzie, którzy mnie znają, wiedzą, że w modlitwie w grupie nie jestem gadatliwy, raczej milczę i modlę się w myślach, dołączam do modlitw innych uczestników).
    Tym razem to wewnętrzne przynaglenie, by się modlić głośno było tak silne, że zacząłem, dziwiąc się słowom, które wypowiadałem, bo same płynęły: „Panie, nie dopuść do tego, żebyśmy kiedykolwiek bali się rzeczy, strachów o ziemskie sprawy! Zamień te obawy w strach przed tym, że rozminiemy się z Twoim powołaniem i tym, co Ty każesz nam robić!”… i tym podobne słowa. Nie wiem, jak długo się modliłem głośno, mam wrażenie, że kilka minut, mój mózg jednak rejestrował fakt, że słowa, które wypowiadam, to nie myśli, które miałem wcześniej, zanim zacząłem. W trakcie tej modlitwy poczułem mrowienie od głowy do niemalże stóp, to było wręcz uczucie opadnięcia z fizycznych sił… słuchałem słów, które wypowiadam, a łzy ciurkiem same leciały mi po policzkach, bo przychodziło uwolnienie… od strachu właśnie!
    Ktoś po chwili milczenia dziękował Duchowi Świętemu za Jego namacalną obecność… a rano, kilka godzin później, jadłodajnia opublikowała to krótkie rozważanie Tenney’a. Wiem, że to osobiste przeżycie, czytelnicy mogą to odebrać zupełnie inaczej, ale postanowiłem podzielić się tym przydługim doświadczeniem, bo wiem, że Bóg mnie, grzesznika, właśnie dotknął.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 15/07/2011 by in Tak warto żyć.