Jadłodajnia

portal ludzi głodnych i spragnionych Boga

Kościoły Kopenhagi (reportaż)

Pastor Bobby Bovell

Niedawno wróciłem z wycieczki do Kopenhagi, gdzie przez kilka dni zwiedzałem nietypowe dla turystów miejsca – kościoły, lecz nie o budynki chodziło, ale o ludzi je tworzących. Wyniki obserwacji dla wielu czytelników mogą być zaskakujące.

Kilka miesięcy temu, gdy pisałem wspomnienia z pamiętnego Campu w 2004, zainteresowało mnie czym obecnie zajmuje się główny mówca tamtego pamiętnego wydarzenia, Bobby Bovell. Internet szybko udzielił mi odpowiedzi na to pytanie. Człowiek, który kiedyś był policjantem teraz jest pastorem i muzykiem gospel w jednym z najciekawszych duchowo miejsc Kopenhagi, Cafe Church. Natychmiast rozpocząłem poszukiwanie możliwości odwiedzenia tego kościoła. Bilet na samolot w obie strony kosztował tylko 60 zł. Postanowiliśmy polecieć tam razem z Agatą.

 

Różnica kulturowa 1

Noclegu udzielił nam zapoznany przez internet 50 letni mężczyzna o imieniu Flemming. Już na samym początku zauważyliśmy pierwszą różnicę kulturową. Gdy Agata wciągała po schodach swoją ciężką walizkę, on szedł obok i przez głowę nie przeszła mu myśl, że kobiecie trzeba pomóc. Później, gdy głodni, spragnieni i wyczerpani usiedliśmy w jego pokoju, przez najbliższe dwie godziny składał nam świadectwo swojego nawrócenia, na którym jednak ciężko było się skupić o pustym żołądku. Dopiero o 21.00 udało mi się zaproponować, abyśmy coś zjedli.

Flemming i autor

Różnica kulturowa 2

Flemming opowiadał nam o swoich podróżach do Turcji, Egiptu, Afryki i USA. Opowieści te były tym bardziej ciekawe, że nasz przewodnik jest na zasiłku dla bezrobotnych. Gdy zapytałem skąd ma na to wszystko pieniądze odpowiedział z uśmiechem: „God provides!” Następnie próbował nas przekonać, że powinniśmy mniej pracować, a więcej działać misyjnie, tak jak on. Całkowicie się z tym zgadzamy. Flemming nie mógł jednak zrozumieć, że polski zasiłek wystarcza zaledwie na jedzenie, nie mówiąc o opłatach za mieszkanie, a o podróżach nawet nie wspominając.

Rowerzystów w Kopenhadze jest więcej niż pieszych

Kościół 1

Od czwartku zaczęliśmy odwiedzać kościoły. Pierwszy z nich nazywał się KBC. Flemming wiąże  duże nadzieje na pracę i mieszkanie w tym miejscu. Piękny budynek ze wspaniałym zapleczem do wszelkiego rodzaju działalności zrobił na nas wrażenie. Pastor, miły człowiek, zaskoczył nas swoją otwartością i spokojem. Pomimo, że Jego kościół pretenduje do miana charyzmatycznego, a my wywodzimy się z kościoła bardzo konserwatywnego, to nasza rozmowa odbywała we wzajemnym szacunku i zrozumieniu. Pastor słyszał o Bobby Bovellu. „It’s a good man!” – powiedział o nim.

Korytarze KBC

Jedna z wielu sal konferencyjnych w KBC

Stołówka w KBC

Przed nabożeństwem w KBC

Poszliśmy na nabożeństwo. Nauczanie było głębokie. Jednak pod koniec kazania pastor zaczął krzyczeć. Krzyczał też podczas modlitwy. Czułem się zakłopotany.

Expo Zdrowie

Pewien namiot na ulicy zwrócił naszą uwagę. Flemming powiedział, że badają tam poziom cukru i cholesterolu za darmo. Coś nam zaświtało. Podeszliśmy bliżej. Wyłoniło się znajome logo ognia nad otwartą księgą. Tego dnia wystawę poświęconą ośmiu zasadom zdrowia odwiedziło 200 osób, w tym też wielu muzułman.

Kościół 2

Do ICGC należą sami czarni. Nawet na filmach amerykańskich nie widziałem takiej energii wśród muzyków, chóru, zgromadzenia i mówców. Ludzie tańczyli, skakali, krzyczeli, machali rękoma. Egzotyka tego miejsca sprawiła, że co chwilę z zachwytem wymieniałem porozumiewawcze spojrzenia z moją żoną. Tego wieczoru kazanie wygłaszał poznany wcześniej pastor z KBC. Dobrze wczuł się w rytm spotkania. Też był szalenie dynamiczny. W pewnym momencie powiedział:

– Pewnie zastanawiacie się skąd u mnie taka energia skoro jestem biały. Powiem wam. Zbyt szybko wyciągnęli  mnie z piekarnika!

Słuchacze odebrali żart z entuzjazmem.

Pastor z KBC poruszył kwestię niskiego poczucia wartości wśród czarnych. Mówił o ich mentalnej biedzie, która przekłada się także na biedę materialną. Opowiedział o zaproszeniu na konferencję do jednego z krajów afrykańskich. Po kilku dniach wykładów w dobrym hotelu, do którego przybywało codziennie kilkadziesiąt uczestników, nieoczekiwanie został poproszony o spotkanie się z kierownikiem hotelu w sprawie uregulowania rachunków.

– Jakich rachunków? – zapytał zaskoczony. – Przecież zostałem tutaj zaproszony jako gość.

– Ale to biali zawsze płacą. – odpowiedzieli zaskoczeni jego zdziwieniem gospodarze.

Z własnej kieszeni musiał zapłacić 40.000 dolarów za konferencję, podczas której miał być jedynie mówcą.

Po białym pastorze wystąpił „apostoł”. Tak był utytułowany w broszurce, którą dostaliśmy przy wejściu. Było też napisane, że jest światowej sławy prorokiem, który przemawiał w ponad 50 krajach. Kolejnego wieczoru miał przemawiać „biskup”, a potem „wielebny”. Nie wiem kto te tytuły nadaje. W każdym razie zauważyłem, że obu stronom bardzo one odpowiadają.

Apostoł wszedł ze swoją świtą w czasie kazania białego pastora. Ubrany był w garnitur haftowany srebrną nitką. Skupił na sobie uwagę wszystkich. Nie skakał, nie śpiewał, nie wstawał tak jak inni. Za kazalnicą nie uśmiechał się, ani nie żartował. Swoją przemowę rozpoczął szeptem. Potem przeszedł na szybki szept. Następnie na szept ze wzdychaniem. W końcu biegał i krzyczał. Co chwilę przerywał swoje wystąpienie zadając pytania zagrzewając atmosferę: – Czy ktoś mnie słucha? Czy ktoś tu jest? Chyba nie rozumiecie tego co mówię.

Zgromadzenie żywo reagowało udowadniając, że słyszy i rozumie.

W pewnym momencie apostoł zaczął prorokować:

– Jest tutaj na sali osoba, która ma kłopoty finansowe.

Podszedł do mężczyzny i z butelki zaczął lać mu na głowę olej, który spływał po twarzy na koszulę i garnitur. – Za tydzień o tej porze będziesz bogatym człowiekiem. – zapowiedział.

Kobiecie powiedział, że Bóg wkrótce zleje na nią bogactwo materialne.

Chodząc po sali apostoł wyciągnął w pewnej chwili białą chustkę i wytarł nią spocone czoło.

– Pan mi pokazał, że pięć osób ma dostać tę chustkę. – oświadczył nabożnym głosem.

Poprosił asystenta, aby rozciął ją na pięć kawałków, a potem polał je olejem.

– Ta chustka zawiera święty pot i święty olej. Czekam na pięć osób. Biorąc chustkę przynieście też Panu ofiarę w wysokości 2000 koron (ok. 1000 zł).

Pięć osób przyszło i przyniosło mu pieniądze. Następnie prorok poprosił o plik kopert. Rzucił je na podłogę i zaczął z wysokości polewać je olejem z butelki.

– Podejdźcie, weźcie kopertę i złóżcie Panu ofiarę w wysokości 1000 koron na dowód waszej wiary. – powiedział przejętym głosem.

Kilka osób podeszło. Potem było nawoływanie o 700, 500, 300, a w końcu nawet o 1 koronę.

– Tu nie chodzi o pieniądze. Łaska jest za darmo i dostępna jest dla każdego. Tu chodzi o poświęcenie. – kontynuował.

Od pewnego momentu nikt nie podchodził. W powietrzu unosiło się napięcie. Wtedy pastor z KBC wstał i wziął od niego kopertę. Liczyłem, że to właśnie on będzie człowiekiem, który zareaguje odpowiedzialnie. Czułem zawód. Flemming też był rozczarowany. Zapowiedział, że będzie musiał odbyć ze swoim pastorem rozmowę, aby ustalić czy oby na pewno oboje zmierzają w tym samym kierunku.

Tego wieczoru apostoł zebrał ok. 15.000 zł i pojechał w kolejne miejsce.

Uczeń Benny Hinna

Flemming opowiedział jak kilka lat wcześniej brał udział w organizowaniu akcji ewangelizacyjnej prowadzonej przez ucznia Benny Hinna. Miał być jego kierowcą i tłumaczem. Mówca po przyjeździe wyraził swoje niezadowolenie z powodu warunków w jakich miał mieszkać. Gdy poinformowano go, że znajduje się w najlepszym hotelu w Kopenhadze, stwierdził, że w takim razie w USA obowiązuje wyraźnie wyższy standard. Flemming chciał dowiedzieć się o czym będzie wykład, aby móc lepiej się przygotować, lecz tamten stanowczym głosem zabronił mu odzywać się do siebie. Kazał mu kontaktować się poprzez swoich asystentów. Jadąc samochodem na miejsce spotkań Flemming znowu o coś się zapytał. Wtedy duchowy nauczyciel bardzo zdenerwował się i znowu surowo zabronił mu odzywać się do siebie. Po pierwszym wieczorze Flemming zrezygnował z tłumaczenia, kierowania samochodu i udziału w konferencji.

Od Flemminga nauczyłem się jednej bardzo ważnej rzeczy, którą często powtarzał: „Pilnuj, aby nigdy,  nikomu nie pozwólić w żaden sposób siebie kontrolować. Na tym polega wolność.”

Kościół 3

W sobotę rano poszliśmy na nabożeństwo do kościoła tradycyjnego. Studiowanie Biblii było jak zwykle syte. Ludzie byli ciepli, pytania ciekawe, a wnioski praktyczne. Potem rozpoczęło się nabożeństwo właściwe, na które doszedł do nas Flemming. Tutaj było już inaczej. Poważna pani o surowym wyrazie twarzy z kartki bez najmniejszego uśmiechu witała na „tym radosnym” nabożeństwie”. Potem z podobną intonacją przeczytała z kartki modlitwę. Ta sama osoba pilnowała też, aby nabożeństwo przebiegało w należytym porządku. Wszystko miała napisane na kartce i trzymała się jej kurczowo. Wypuszczała do przodu kolejne osoby i podpowiadała im co mają mówić. Było widać w niej potężne napięcie, które bardzo się udzielało. Męczyliśmy się razem z nią. Zapytałem Flemminga czy chciałby chodzić do tego kościoła. Natychmiast odpowiedział: „Definitely not”.

W czasie kazania mówca nie mógł uruchomić komputera, z którego chciał pokazywać zdjęcia. Męczył się z nim przez pół godziny, a my w tym czasie zaśpiewaliśmy osiem pieśni. Nabożeństwo trwało cztery godziny. Nie jest problemem, że było długie, lecz to, że w ciągu tylu godzin w zasadzie nie można było usłyszeć żadnych konkretnych treści. Przestrzeń czasową wypełniały oficjalne powitania, zapowiedzi, ogłoszenia, rozdawanie dyplomów i zapełniające czas długie pieśni. Zapewne ktoś powie, że był to wyjątkowy, niefortunny dzień. Nie wydaje mi się jednak. Wielokrotnie byłem na podobnie spiętych nabożeństwach w Polsce, USA, Norwegii, Rosji i Włoszech. To jest pewien styl, do którego od lat nie udaje mi się ani przyzwyczaić, ani zrozumieć, a dodatkowo odnoszę wrażenie, że większości osób to odpowiada.

Kawiarnia „Retro”

Na 14.oo byliśmy umówieni w centrum miasta na spotkanie z założycielką kawiarni prowadzonej przez ludzi wierzących. Dziewczyna przez wiele lat była kierowniczką młodzieży w swoim zborze. Postanowiła jednak zacząć działać na zewnątrz. Kawiarnia jest częścią dużego projektu, który zatrudnia 230 młodych pracowników. Godzina spędzona z nią w „Retro” pozwoliła nam skrystalizować powstającą od lat wizję pracy w Gdańsku.

Kościół 4

Kolejnego dnia poszliśmy do największego kościoła w Kopenhadze o nazwie CCC, gdzie należy ok. 1200 osób. Sala była imponująca, a muzyka uwielbieniowa rewelacyjna. Trafiliśmy na Wieczerzę Pańską, po której ludzie modlili się jeden za drugiego. Po nabożeństwie większość poszła na obiad do stołówki. Flemming powiedział: „Znam ten kościół. Jest fajny. Zastawiam się jedynie czy ktoś do nas podejdzie.” Stało się tak jak podejrzewał. Nikt nie podszedł. Patrzyliśmy na grupy ludzi rozmawiających ze sobą i śmiejących się, lecz nie było nam dane dołączyć do nich. Weszliśmy i wyszliśmy niezauważeni.

Wieczerza Pańska w CCC

Modlitwa w CCC

Kościół 5

W Vineyard wystrój był ładniejszy niż gdziekolwiek, a muzyka niepowtarzalna. Mają dwa nabożeństwa dziennie, jedno nowoczesne, a drugie jeszcze nowocześniejsze, w których udział bierze łącznie ok. 500 osób. Znowu trafiliśmy na Wieczerzę Pańską, błogosławieństwo dzieci i wzajemne modlitwy. Jednak i tutaj nikt do nas nie podszedł, aby się przywitać i porozmawiać.

Przed nabożeństwem w Vineyard

Błogosławieństwo dziecka w Vineyard

Wieczerza Pańska w Vineyard

Dziewczyna, która jest pastorem 500 osobowego zboru Vineyard

Kościół 6

Na koniec poszliśmy do wyczekiwanego Cafe Church, Bobby Bovella. Ludzi było niewiele, bo większość, łącznie z pastorem wyjechała na wakacje. Nabożeństwo rozpoczęło się zaproszeniem na konferencję organizowaną przez Kościół „Hillsong”. Zespół był nieobecny. Chociaż prowadzący wystąpił w szortach i boso to wszystkie osoby, które zabierały głos były autentyczne. Podczas doświadczeń mówili o swoich troskach i radościach. Śmiali się i płakali. Potem modlili się za sobą nawzajem. Kazanie miał pastor z innego kościoła. Byłem pod wrażeniem naturalności i otwartości tych wszystkich ludzi.  Jeszcze długo po nabożeństwie rozmawialiśmy z nimi. Potem odwieźli nas do domu. Do domu wróciłem szczęśliwy.

– Zauważyliście? – zapytał Flemming.

– Niby co? – wysilałem umysł.

– Wiele osób przywitało się z nami i nie zbierali darów. Ten kościół podoba mi się najbardziej.

 

Różnica kulturowa 3

Piknik na starym cmentarzu

Człowiek, który wskazał nam drogę do grobu, filozofa egzystencjalisty, Sorena Kierkegaarda

Maciej Strzyżewski

Reklamy

13 comments on “Kościoły Kopenhagi (reportaż)

  1. Jacek Sadowski
    29/08/2012

    Krzysiu, zaproszenie do założenia kościoła w celach zarobkowych to był oczywiście żart i nie mam wątpliwości, że tak to odczytałeś. Sam jestem całym sercem zaangażowany w spotkania kościoła domowego, gdzie przychodzą różni ludzie, gdzie chcemy realizować wszystkie polecenia Pana Jezusa,podkreślam jeszcze raz wszystkie.Pięknie to ująłęś, że kościół to organizm, a nie organizacja z opłacanymi ludźmi. Czytając ten reportaż również ubawiłem się co nie miara. Pozdrawiam. Jacek.

    • K. Waszczuk.
      31/08/2012

      Tak! To był mocny reportaż z nie mniej mocnymi komentarzami. Oby tak dalej!

  2. Wiesiek
    27/08/2012

    Ciekawe doświadczenia, a odjazdów jest wszędzie dużo-zapraszam na polskie nabożeństwa charyzmatyczne- myślę,że byłoby wiele podobieństw:( Ze zdumieniem dostrzegam to,że adwentystyczne społeczności są ciekawsze i bardziej budujące niż te o charakterze zielonoświątkowym. Podobał mi się opis kawiarnianego zboru. Pozdrawiam serdecznie- niech Was Pan błogosławi

  3. Agnieszka
    25/08/2012

    Mój kościół to spotkanie z przyjaciółmi w ich lub naszym domu. Razem jemy obiad, rozmawiamy o wszystkim, potem o Bogu, dzielimy się tym co nas dotyka, czego nie rozumiemy. Modlimy się o siebie nawzajem o zrozumienie spraw różnych. A Bóg dotyka, układa w głowach, inspiruje, zmienia, uwalnia, daje życie tam, gdzie była śmierć. Nie mamy ustalonych kazań i pieśni, Siedzimy w pokoju 3-latka wśród zabawek, jeden na łóżku, drugi wśród klocków, trzeci opiera się o pluszowego kota, a Bóg działa, Duch Święty pracuje. Nie zamieniłabym tego spotkania na żadne inne nabożeństwo, o którym się mówi, że było „fajne” – bo „fajne” były pieśni, „fajne” kazanie, „fajni” ludzie i „fajna” atmosfera……

    • jacekwasowicz
      27/08/2012

      AMEN, Agnieszko!
      Taki zabawkowy „kościół” wydaje się być bliżej Chrystusa niż niejedna poważna organizacja kościelna – bez nadęcia; no, może jedyne nadęcie macie w tym pluszowym kotku… 😉

  4. Jacek
    25/08/2012

    Ktoś kiedyś powiedział, że jak chcesz dobrze zarobić, ta załóż kośćiół. Ci goście wzięli to sobie autentycznie do serca. Prawdziwi profesjonaliści. Jestem mundurowym i nie wiedziałem czym się zająć na emeryturze. Maciek, dzięki, już wiem. Krzysztof, zapraszam do spółki. Razem nieźle pojedziemy.

    • jacekwasowicz
      25/08/2012

      Dokładnie! 🙂
      Lecz najgorsze jest to, że tam są żywi ludzie, ponoć oddani sprawie Jezusa!
      Tylko czy na takim oddaniu miało to w jego pojęciu polegać??
      Kościół Chrystusowy to zbór, a o takim i do takiego pisze już Paweł swe listy, które wszyscy tak znamy i kochamy. Jak wół stoi w nich „do Kościoła w Galacji, Kościoła w Tesalonikach” itd. Może to i niewyobrażalne w dzisiejszych czasach, lecz zorganizowana kościelność z płatnymi pastorami nijak się ma do tamtych czasów jak najbardziej dojrzałego, dorosłego, PRAWDZIWEGO Kościoła Chrystusa – jego członków.
      I niech ktoś mi teraz przetłumaczy, że to sprawka kogoś innego niż Ojca Zwiedzenia…

    • K. Waszczuk.
      26/08/2012

      Wybacz Jacku, ale interesuje mnie wyłącznie Kościół założony na fundamencie apostołów i proroków, którego kamieniem węgielnym jest sam Chrystus. Kiedy mówię „apostołów i proroków”, to mam na myśli nie tylko tamtych, ale i tych dzisiaj. Proroctwo Jezusa, że będzie jedna owczarnia i jeden Pasterz wypełnia się w dzisiejszych czasach na naszych oczach. Mamy więc chyba tylko taki wybór: albo zostajemy w „pojechanych” miejscach, (lub takowe zakładamy), albo wchodzimy do owczarni. ( a raczej zostajemy do niej przyniesieni jak zgubione owce na ramionach Jezusa.

      • jacekwasowicz
        27/08/2012

        Nie jestem pewien do którego Jacka była ta odpowiedź skierowana. Ale podzielam pogląd kolegi o konieczności opuszczania „odjechanych miejsc”. Pytanie tylko: jak je rozpoznać oraz jak pomóc osobom w nie uwikłanym??
        To również zadanie członków Chrystusa.

      • K. Waszczuk.
        28/08/2012

        Odpowiedź była do „Jacka”, bo jak mniemam, to chyba mnie zapraszał do spółki. Twoje pytania są bardzo dobre. Z samym rozpoznaniem takiego miejsca chyba nie ma większych kłopotów. Miejsca rzeczywiście bywają „pojechane”, ale ludzie w nich są piękni i kochani, choć pogubieni.
        Zmęczenie nad zbawieniem i pracą nad sobą, powoduje straszne obciążenie i zniechęcenie. Taki zbór umiera, a dzieci odłączają się gdy dorastają. Miejsca takie pozbawiane są radości, pokoju i życia. Doktryna zajmuje miejsce miłości, a dary Ducha nie manifestują się. Z powodu starszych braci i sióstr, trudno cokolwiek zmienić. Do takiego zboru nikt się nie dołącza, grupa starzeje się i umiera. Reforma była by cudem. A nawet gdyby coś ruszyło, to są „strażnicy na Syjonie”, którzy odwiedzają zbory (czytaj kontrolują). Tworzenie natomiast nowej denominacji nie ma sensu ani podstaw biblijnych
        Wierzę, że Kościół Jezusa to nie jakaś określona denominacja, tylko ludzie, którzy weszli w nowy obszar, którym jest Boże Królestwo pełne sprawiedliwości, pokoju i radości w Duchu Świętym. Jest to miejsce, którego oko nie widziało i ucho nie słyszało. Stare przeminęło i wszystko stało się nowe. To łatwo rozpoznać, a Słowo przychodzi i objawia się w mocy.
        Widzę, że takie miejsca już tworzą się w Polsce, bo jest wielka potrzeba utożsamienia się z ludźmi, których nie zadowala obecny skostniały system organizacyjny. Kościół Jezusa to organizm a nie organizacja, dlatego rozproszony On jest po wszystkich wyznaniach denominacyjnych. Jednak ostatnio zauważam wielką potrzebę ludzi do przynależności i udziału w zgromadzeniu. Mi osobiści bardzo tego brakuje, ale odwiedzam tradycyjne zbory i nie palę za sobą mostów. Mam wielką nadzieję, że powstaną w Polsce ponad wyznaniowe kawiarnie chrześcijańskie. Takie lokalne kościoły posiadające
        autonomię z wielką mocą wpłyną na okoliczną społeczność i Słowo eksploduje.
        Wtedy ci z tradycyjnych zborów chętnie się przyłączą do „miejsc życia”, a młodzież będzie zapraszać swoich rówieśników. Ewangelia będzie głoszona wszystkim wokół. To jest moje marzenie.

      • jacekwasowicz
        28/08/2012

        Marzenie Twe świetne i – jak mniemam – godne Pana.
        Uciekam więc z nadzieją w taki rozwój sytuacji oraz szybciutko linkuję nasz dyskurs znajomym z „martwego” zboru. 🙂

  5. Jacek Wąsowicz
    25/08/2012

    Świetny reportaż!
    Dziękujemy. 🙂

    Maćku, dwa przemyślenia:
    1. To budujące, że w Danii – kraju dotychczas postrzeganym przeze mnie jako „siedlisko szatana” (hihi!) życie Kościelno-Chrześcijańskie kwitnie.
    2. Poza ostatnim Kościołem, nie widzę nigdzie obecności nikogo innego jak Ojca Zwiedzenia.
    Wybaczcie, ale tak uważam.
    I nie, nie sugeruję, że ci wszyscy tam ludzie są nieszczerzy – może im po prostu nie pokazano innego obrazu naszego Pana…?
    Ateiści siedzą w swoich enklawach, lecz czy my, niby-wierzący, nie siedzimy w podobnych, tyle że z inną nalepką?
    – Kościół wyznaniowy – musi być
    – nabożeństwo – musi być
    – podczas nabożeństwa: muzyka, najlepiej uwielbieniowa – musi być
    – przemówienia, kazania – muszą być
    – przynależność – musi być.
    A gdzie człowiek i jego osobista misja, gdzie jego Zbawienie??

    Nie wiem czy na tym portalu jest dobrą manierą linkować do swoich tekstów. Jeśli nie jest – proszę o wybaczenie. Pierwszy z nich mówi dlaczego nie przynależę do żadnego kościoła wyznaniowego; drugi mówi o tym jak poznałem Pana.
    🙂
    http://www.eioba.pl/a/3pdc
    http://www.eioba.pl/a/3s1x

    Jacek Wąsowicz

  6. K. Waszczuk.
    23/08/2012

    Mimo całej powagi sytuacji ubawiłem się jak nigdy! Szczególnie przy drugim i trzecim kościele. No niewyróbka! Nieźle pojechani goście! To musi być faktycznie „Koniec Świata.”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 23/08/2012 by in Inspirujące inicjatywy.