Jadłodajnia

portal ludzi głodnych i spragnionych Boga

Duchowe sieroctwo

Wiesz, że Bóg Ciebie kocha, ale informacja ta niczego nie zmienia w Twoim życiu. Jego miłość postrzegasz raczej jako litość, taką smutną i pełną bólu „miłość pomimo”. Czujesz, że Bóg nie uśmiecha się na Twój widok, raczej jest Tobą zasmucony i rozczarowany. Nie masz pewności, co On o Tobie myśli (i wolisz nie wiedzieć). Nie jesteś do końca pewien jak zareaguje, kiedy się już spotkacie w dniu przyjścia Jezusa. 

Kim są chrześcijanie? Za kogo uważa ich świat? Za kogo uważają sami siebie? Większość odpowiedzi na to pytanie zaczyna się od listy czynności, które wykonują lub nie, albo w co wierzą lub nie. Tymczasem prawdziwe chrześcijaństwo to przemienione i odnowione życie w bliskim związku z Bogiem Ojcem, Jezusem Chrystusem i Duchem Świętym polegające na rozszerzaniu Jego Królestwa na ziemi.

Można być nowonarodzonym chrześcijaninem, można być nawet wypełniony Duchem Świętym i usługiwać Jego darami, a jednak ciągle mieć w swoim wnętrzu ducha sierocego. Nowonarodzenie łączy z Jezusem wprowadzając w związek z Nim, jako Zbawicielem i Przyjacielem. Chrzest w Duchu Świętym jednoczy z Duchem Bożym i wyposaża do czynienia Jego dzieł w mocy i chwale. Ale dopiero głębokie doświadczenie miłości Boga Ojca zapewnia duchowy DOM, bezpieczne miejsce, gdzie doświadcza się poczucia wartości i pewności, w którym nie ma żadnego lęku. Dopiero tam można doświadczyć pełni radości i obfitości w Bogu. Tam ma swój początek wypełnienie każdej biblijnej obietnicy.

Skąd bierze się duchowe sieroctwo?

Każda rana w sercu, zadana na skutek jakiejkolwiek formy przemocy słownej, fizycznej bądź psychicznej powoduje w nas ból i poczucie wstydu. Każde puste miejsce czekające od narodzin na wypełnienie miłością i każda niespełniona tęsknota również boli i rodzi wstyd. Jeśli nie mamy z kim o tym porozmawiać, chowamy to bolące miejsce głęboko i otaczamy je murem, tak żeby nikt nie miał tam dostępu. Najczęściej robimy to podświadomie, żeby nie bolało. Ból się jednak przedostaje i szuka ulgi. Próbujemy sobie z nim radzić na dwa sposoby: poprzez bunt względem dotychczasowych zasad, albo poprzez religijność. Owocem buntu jest zwykle opuszczenie domu (fizyczne lub emocjonalne) i próbowaniu różnych przyjemności tego świata, tak jak to zrobił m.in. syn marnotrawny. W religijności się zatapiamy, gdy kochamy Boga, ale nie pozwalamy Mu zbliżyć się do siebie trzymając Go z dala od naszych ran, tęsknot i pustki. Tę drogę wybrał brat marnotrawny. Nowonarodzenie nie usuwa z nas automatycznie całego bólu czy pustki jakich doświadczyliśmy. Musimy wpuścić Boga w te zabarykadowane miejsca, aby spotkać się z Nim i usłyszeć prawdę o nas samych, o Nim oraz o innych ludziach.

Najbardziej zbuntowane duchowe sieroty wywodzą się przeważnie z rodzin patologicznych, ale nie jest to zasadą. Syn marnotrawny miał wspaniałego, kochającego ojca. Jednak nawet cudowni ziemscy rodzice nie są w stanie zapełnić w naszych sercach tych miejsc, które należą do Boga. Nie przekażą nam pełni miłości ani wysokiego poczucia wartości. Nie uleczą ran, które zadali nam rówieśnicy, członkowie rodziny czy inni ludzie. Duch sierocy działa w nas od czasu kiedy Lucyfer jako pierwszy opuścił doskonałego Ojca. Walkę Boga o pełne synostwo ludu Izraelskiego można obserwować czytając Stary Testament. Tylko nieliczni wpuścili Boga tak głęboko, że mogli doświadczyć błogosławieństw łaski wywalczonych przez Chrystusa na krzyżu. Boże pragnienie w niesamowity sposób oddaje następujący werset: „Ja wprawdzie myślałem: Jakżebym chciał uznać cię za syna i dać ci w dziedzictwo ziemię uroczą, najpiękniejszy klejnot narodów! I myślałem, że będziecie na mnie wołać: Mój Ojcze! I nie odwrócicie się ode mnie. Lecz jak kobieta zdradza swojego kochanka, tak wy mnie zdradziliście, domu Izraela – mówi Pan” (Jr 3,19-20). W końcu w Nowym Testamencie łaska synostwa rozlała się na uczniów Jezusa i na pierwszy Kościół. Jest dostępna również i dla nas z taką samą mocą dziś jak wtedy: „Ja prosić będę Ojca i da wam innego Pocieszyciela, aby był z wami na wieki – Ducha prawdy, którego świat przyjąć nie może, bo go nie widzi i nie zna; wy go znacie, bo przebywa wśród was i w was będzie. Nie zostawię was sierotami, przyjdę do was.” (J 14,16-18).

Spotkanie z miłosiernym Ojcem

Wyobraź sobie, że w tej chwili do twojego pokoju wchodzi Jezus. Jaka jest twoja reakcja? Jakie uczucia Ci towarzyszą? Radość? Niepewność? Zaskoczenie? O czym myślisz widząc Go? Czy podbiegasz i spontanicznie rzucasz Mu się na szyję obsypując pocałunkami? A może do stóp (bo uważasz, że na szyję nie wypada)? Intensywnie myślisz, co byłoby właściwe w takiej sytuacji?

A teraz wyobraź sobie, że do twojego pokoju wchodzi Bóg Ojciec. Czy twoje uczucia są takie same czy bardziej zdystansowane? Ostrożniejsze? Czujesz się mniej pewnie? Na szyję to już na pewno się nie rzucisz, ale może do stóp? Czy nie wydaje Ci się, że przed Bogiem mniej rzeczy „wypada” niż przed Jezusem? A najlepiej, jakby Bóg się pojawił w towarzystwie Jezusa.

Zwykle czujemy się bardzo komfortowo z Jezusem, który jest dobry, miłosierny, przyjacielski. Oddał za nas życie i potrafi nas zrozumieć. Bóg-Ojciec jest inny, często nie tak bliski emocjonalnie, groźniejszy, chłodniejszy, surowo osądzający, w każdym razie na jakiś sposób inny. W jaki sposób najczęściej zwracasz się do Niego w modlitwie: Boże Wszechmogący, Stworzycielu Nieba i Ziemi, Boże (Święty), Panie, Królu, Ojcze Niebieski, Ojcze nasz, a może mój Ojcze, (kochany) Tato, Tatusiu? Wszystkie te określenia są piękne i prawdziwe, ale to, którego używasz najczęściej świadczy o bliskości twojej relacji z Bogiem Ojcem.

Jezus był doskonałym obrazem Ojca na ziemi. Mówił i czynił tylko to, co widział, że Ojciec czyni: „Dlatego też Żydzi tym usilniej starali się o to, aby go zabić, bo nie tylko łamał sabat, lecz także Boga nazywał własnym Ojcem, i siebie czynił równym Bogu. Tedy Jezus odezwał się i rzekł im: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, nie może Syn sam od siebie nic czynić, tylko to, co widzi, że Ojciec czyni; co bowiem On czyni, to samo i Syn czyni. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje mu wszystko, co sam czyni, i ukaże mu jeszcze większe dzieła niż te, abyście się dziwili” (J 5,18-20). Kto widział Jezusa, widział Ojca. Serce Jezusa objawione w tym, jak traktował ludzi jest takie samo jak serce Ojca. Dystans, jaki oddziela w naszym życiu Jezusa od Boga-Ojca wynika z tego, że nie doświadczyliśmy chrztu miłości czyli całkowitego zanurzenia w Bożej miłości tak, aby mogła ona zaspokoić nasze najgłębsze tęsknoty, pragnienia, uleczyć rany, a także zapewnić bezpieczeństwo i odpoczynek. Bóg jest Miłością, więc ilekroć czujemy się niekomfortowo w dawaniu czy odbieraniu miłości, świadczy to o deficycie Boga w życiu. A Bóg puka i chce do nas mówić z głębi zranień, braków i pustki, aby je uzdrowić, wypełnić i zregenerować. Nie odkładajmy tego procesu aż do Jego przyjścia.

Przedstawię teraz pewne symptomy, po których możesz rozpoznać, w jakim stopniu mieszka w tobie „duch sierocy” i pozwolić Bogu, aby wlał w to miejsce ducha synostwa. Proszę, nie myśl teraz o innych ludziach, tylko o sobie. Spróbuj zidentyfikować obszary swojego serca nie dotknięte przez Bożą miłość.

Obraz Boga – Ojca

Będąc „sierotą” postrzegasz Boga jako tego, którego nie jest łatwo zadowolić. Uważasz, że patrzy On na ciebie i surowo ocenia, bo wierzysz, że takie jest Jego prawo. Stoi z wyciągniętym palcem, gotowy wskazać, co mógłbyś jeszcze poprawić. Budzi w tobie bardziej lęk niż zachwyt. Jest surowy i wymagający także dla innych ludzi. Wiesz, że Ciebie kocha, ale niczego to nie zmienia w Twoim życiu. Jego miłość postrzegasz raczej jako litość dzięki łasce, taką smutną i pełną bólu „miłość pomimo”, nie mającą nic wspólnego z radosnym zachwytem. Czujesz, że Bóg nie uśmiecha się na Twój widok, raczej jest zasmucony lub rozczarowany. Nie masz pewności, co On o Tobie myśli (i wolisz nie wiedzieć), nie jesteś do końca pewien jak zareaguje, kiedy się już spotkacie w dniu Jego przyjścia. Czujesz przed Nim wstyd. Ze względu na swoje uczynki nie masz pewności zbawienia, albo masz chwiejną pewność opartą na rozumowym przekonaniu o Jego łasce (np. boisz się, że jeśli umrzesz zanim wyznasz jakiś grzech, to nie będziesz zbawiony). Nie doświadczasz Jego miłości, nie znasz Jego głosu, nie widzisz Jego twarzy (bo w ogóle jak można oglądać Jego twarz będąc na ziemi?). Twoje modlitwy są raczej wyrazem powinności niż relacji, często powtarzasz w nich te same, utarte frazy. Będąc sierotą czujesz się nieustannie wystawiony na próbę. Żyjesz żeby zadowolić Boga, ale żeby On był szczęśliwy musisz wykonać mnóstwo rzeczy poprawnie, ale to się nigdy nie udaje. Nigdy nie robisz wystarczająco dużo i wystarczająco dobrze, choć ciągle wymyślasz nowe metody i sposoby działania. Żyjesz po to, aby otrzymać albo „nie utracić” majątku ojca (zupełnie tak samo jak marnotrawny brat), choć wszystko już jest twoje. Doświadczasz tylko niewielkiej miary tego, co Bóg dla Ciebie przygotował, zamiast jej pełni.

Bóg pragnie innego związku z Tobą. On chce być twoim Ojcem, ukochanym Tatusiem, zakochanym bez pamięci w swoim dziecku. Jeśli pozwolisz, aby dotknął Twoich najgłębszych lęków, odkopał szczelnie zabarykadowane zranienia i tęsknoty i wpuścisz go w obszary, w których jest strach, niepewność, zawód, rozczarowanie, ból, to usłyszysz słowa, które Bóg powiedział do Jezusa, i chce powiedzieć także do Ciebie: JESTEŚ MOIM UKOCHANYM SYNEM I JESTEM Z CIEBIE ZADOWOLONY! JESTEŚ MOJĄ UMIŁOWANĄ CÓRECZKĄ I CAŁA MI SIĘ PODOBASZ! Łaska polega na tym, że Bóg ma pełnię zadowolenia z Ciebie w chwili, gdy do Niego przychodzisz, nie na podstawie Twoich uczynków, ale na podstawie krwi Chrystusa. Podobasz się Bogu, bo Jezus Mu się podoba. Podobasz Mu się w 100%, bo cudownie Ciebie stworzył dla Swej przyjemności, na swój obraz i podobieństwo. Bóg na Ciebie patrzy i jest z Ciebie zadowolony! Jego miłość jest pełna zachwytu, wyczekuje kiedy zaczniesz stawiać swoje pierwsze samodzielne kroki, obserwuje każdy Twój gest, patrzy z dumą jak się rozwijasz i rośniesz. On Ciebie nie tylko kocha, ale też lubi! Uwielbia spędzać czas z Tobą. Każda chwila, którą Mu dajesz jest wyjątkowa. Rozkoszuje się Tobą, jak dobrzy rodzice swymi dziećmi. Zna Ciebie i rozumie jak nikt inny. Ceni Ciebie i szanuje. Twoje upadki przesłaniają Ci obraz Boga, ale dla Boga nie stanowią one problemu. Cena i kara za nasz grzech została już zapłacona. Już nic nie może oddzielić Ciebie od Jego miłości. „W tym miłość do nas doszła do doskonałości, że możemy mieć niezachwianą ufność w dzień sądu, gdyż jaki On jest, tacy i my jesteśmy na tym świecie” (1J 4:17).

Pewnego razu, gdy ogrom Jego żarliwej miłości nie mieścił mi się w głowie, spytałam Boga, jak On reaguje, kiedy zgrzeszę. Pokazał mi, że owszem, każdy mój grzech napełnia go smutkiem, ale w chwili gdy przychodzę go wyznać, Jego radość tysiąckroć przewyższa ten smutek, gdyż korzystam z najcenniejszego daru, jaki ma dla mnie – z daru łaski, który lubi rozdawać: „gdzie zaś grzech się rozmnożył, tam łaska bardziej obfitowała” (Rz 5,19b). Są dzieci, które gdy coś przeskrobią, chowają się, żeby ich rodzice nie znaleźli, ale są też takie, które z płaczem jak najszybciej biegną w ramiona taty, gdyż wiedzą, że on na pewno coś wymyśli i razem rozwiążą ten problem. Bóg nie pamięta naszych grzechów od chwili, kiedy je wyznamy i chce nas nauczyć tego samego. Ma dla nas odpoczynek i pełnię bezpieczeństwa w swojej miłości. Chce być naszą ucieczką i twierdzą. Nie jesteśmy w stanie zrobić nic, aby nas kochał bardziej, podobnie nic co uczynimy nie jest w stanie spowodować, że będzie nas kochał mniej. Zawsze stoi z otwartymi ramionami gotowy, aby nas przytulić. Naprawdę, przyjmuje nas z radością i nigdy nie jesteśmy w stanie Go rozczarować. On jest NIEROZCZAROWYWALNY, jeśli chodzi o stosunek do swoich dzieci!

Obraz siebie

Kiedy jesteś sierotą w duchu to żyjesz bez DOMU, w którym można byłoby doświadczyć poczucia bezpieczeństwa, bycia kochanym, cenionym, w którym istnieje sens i cel istnienia. Wiesz, że Bóg wiele dla Ciebie zrobił i próbujesz Mu się za to odwdzięczyć. Przeważnie jednak masz uczucie, że robisz za mało, za wolno i nie tak jak trzeba. Zdarza się, że odwiedzasz DOM. Przeżywasz wówczas piękne chwile w ramionach Ojca, które potem wspominasz latami. Ale nie mieszkasz w tym DOMU na stałe, gdyż nie chodzisz nieustannie w Jego obecności. Po spotkaniu z Bogiem znów wracasz do bycia sierotą. W efekcie masz ciągły deficyt miłości i ciągle za czymś tęsknisz. Tak jak dzieci w sierocińcu żyjesz nadzieją, że kiedyś tata znowu ich odwiedzi. Gdy Ojciec się pojawia, w centrum uwagi stawiasz swoje potrzeby i wołasz: daj mi, błogosław mi, dotknij mnie, wypełnij mnie! Rzucasz się na Boga, aby jak najwięcej wydrzeć z Jego błogosławieństwa dla siebie. Dużo o Nim wiesz, ale nie doświadczasz rozkoszy przebywania z Nim. Nie znasz pełni tej radości. Wiesz, że on Ciebie kocha, ale nie czujesz się kochany. Deficyt miłości pcha Ciebie na drogę „cierpienia” dla Boga, rozumianego jako wyrzeczenie się swoich pragnień oraz znoszenie trudu praktycznie bezowocnej pracy dla Boga. Brak poczucia bezpieczeństwa kieruje Ciebie w stronę zdobywania dóbr materialnych, a brak poczucia własnej wartości do zdobywania stanowisk i władzy nad innymi.

Duch sierocy objawia się szukaniem bezpieczeństwa w rytuałach religijnych i robieniem rzeczy dla Boga. Co prawda wierzysz, że jesteś zbawiony z łaski i uwolniony od grzechu i od sądu, dzięki krwi i krzyżowi Jezusa, ale później i tak musisz robić wiele różnych rzeczy, żeby przypodobać się Bogu. Wbrew nauczaniu o usprawiedliwieniu przez wiarę, to doktryna staje się tym co łączy ludzi w duchowym sierocińcu. Musisz myśleć tak samo jak ja, żebyśmy mogli razem w nim być. Jeśli wierzysz inaczej, przestajesz pasować do tego miejsca (Zdrowa doktryna jest bardzo dobra i ma ważne miejsce w życiu chrześcijańskim. Jednak czynnikiem prawdziwie jednoczącym wszystkich wierzących jest Duch Święty. On nie łączy ludzi przez doktrynę, ale przez Swoją obecność.) System oparty na doktrynie jako wyznaczniku przynależności do Boga jest zbudowany na fundamencie strachu. Strach jest przeciwieństwem miłości i nie pochodzi od Boga. Człowiek posiadający ducha sierocego boi się zwiedzenia, boi się o swoje zbawienie, boi się, że zrobi coś źle. Wszystkie jego działania są podyktowane lękiem. W swoim przekonaniu, nieustannie musi potwierdzać swoimi uczynkami, że jest Bożym dzieckiem. Ciągle pracuje nad sobą, zamiast po prostu zaufać. W efekcie rodzi się współzawodnictwo i porównywanie, ocenianie i osądzanie: „Ten zaś odrzekł ojcu: Oto tyle lat służę ci i nigdy nie przestąpiłem rozkazu twego, a mnie nigdy nie dałeś nawet koźlęcia, bym się mógł zabawić z przyjaciółmi mymi” (Łk 15,29). Wiele kościołów stało się takimi sierocińcami, gdzie ludzie ukrywają swoje upadki ze strachu przed odrzuceniem. Nabożeństwa stają się przedstawieniami dla Boga przygotowywanymi w nadziei, że Bogu się spodobają. Najważniejsze w nich jest to, aby przebiegały bez zakłóceń i w określonym porządku.

Czy chciałbyś zmienić ten świat, nie teoretycznie, ale naprawdę? Czy chciałbyś wpływać na narody, realizować marzenia swojego serca i być bezgranicznie szczęśliwy? Kiedy stajesz się synem, zaczynasz widzieć zachwyt Taty nad Tobą. Zauważasz, że Tata nie tylko gorąco Ciebie kocha, ale także lubi Ciebie i cieszy się Tobą. Odczuwa rozkosz, kiedy jesteś przy Nim. W Jego oczach jesteś czysty i doskonały, ale nie dlatego że jesteś ideałem, ale dlatego że On taki jest. On ma po prostu inne oczy niż my i to, co nimi widzi, jest prawdą. Bóg patrzy na Ciebie przez pryzmat ofiary Jezusa Chrystusa i widzi w Tobie skarb, który w Tobie umieścił, gdy kształtował Ciebie w łonie matki. Czy wiesz, że radość z tego, że do Niego przychodzisz tysiąckroć przewyższa Jego smutek z powodu Twoich upadków? W Bogu znajduje się bezpieczne miejsce. Kiedy przebywasz w Jego obecności to nigdy nie opuszczasz DOMU: „A myśmy poznali i uwierzyli w miłość, którą Bóg ma do nas. Bóg jest miłością, a kto mieszka w miłości, mieszka w Bogu, a Bóg w nim” (1J 4,16).

Jako syn jesteś częścią Bożej rodziny, która gromadzi się wokół Ojca. Rodzina od zawsze była marzeniem Boga, które Ty wypełniasz kiedy do niej wstępujesz. „Potem rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na obraz nasz, podobnego do nas (…)” (Rdz 1:26). Wtedy słyszysz Jego głos i umiesz go rozpoznać, nie tylko przez to, co jest zapisane w Biblii, ale także Jego żywe Słowo, skierowane do ciebie każdego dnia, kiedy Ciebie prowadzi. Szukasz Jego twarzy, a On pozwala Ci ją znaleźć. Rozpoznajesz Jego obecność. Zaczynasz odczuwać tak jak On odczuwa pragnąc to, czego On pragnie.  Nie to, co robisz czyni cię tym kim jesteś, ale to kim jesteś decyduje o tym, co robisz. Jezus Chrystus jest doskonałym Synem, a my jesteśmy doskonali w Nim. Ja jestem doskonała w Nim. Ty jesteś doskonały w Nim. Każdego dnia, gdy się budzisz, On ma o Tobie dobre myśli. Umarł na krzyżu nie tylko po to, aby zabrać Ciebie do nieba, ale też żeby uchylić nieba dla Ciebie. Częścią naszego dziedzictwa jest nie tylko wpisane do Księgi Życia imię, ale też odnowienie pełni relacji z Bogiem-Ojcem i doświadczanie Jego przemieniającej mocy. Jezus jest drogą do Ojca i prawdą o Ojcu. W Nim jestem Królewną – córką Króla Chwał! W Nim jesteś Księciem – synem Boga Najwyższego i Wszechmogącego! W ramionach Ojca zaczynasz żyć korzystając z dziedzictwa, zamiast żyć dla dziedzictwa: „Wtedy on rzekł do niego: Synu, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko moje jest twoim” (Łk 15,31). Żyjesz z Bogiem zamiast dla Niego. Nie prosisz Boga, aby błogosławił to, co robisz, ale robisz to, co widzisz, że On błogosławi. Błogosławieństwo Ojca nad Twoim życiem otwiera drogę do Twojego powołania w Nim. To, co nieznane zaczyna Ciebie zachwycać i pociągać, bo Tata taki jest – nieobliczalny i niepojęty. Gdy widzisz ciemność, gonisz ją, bo wiesz, że w Tobie jest światło, które ją rozproszy. Gdy stajesz się synem, życie nie staje się łatwiejsze, ale masz większego Ojca, który zawsze stoi przy Tobie. Masz autorytet i moc, aby zmieniać sytuacje. Gdy brak ci pieniędzy, masz pewność że Tata jest bogaty i jesteś spokojny, podczas gdy jako duchowa sierota musiałeś nieustannie szukać własnych rozwiązań na wypadek, gdyby Bóg nie zadziałał. Teraz, gdy przechodzisz przez trudności to wiesz że Bóg jest z Tobą i możesz Mu ufasz ponad wszystko.

Drugi człowiek

Gdy jesteś duchową sierotą to widzisz w drugim człowieku przede wszystkim zagrożenie. Porównujesz się z innymi, a wynik tego porównania decyduje o Twoim poczuciu wartości. Podchodzisz do ludzi krytycznie, próbujesz poznać ich problemy, żeby się uchronić przed nimi. Szukasz w nich grzechu. Nie potrafisz cieszyć się ich radością, raczej zazdrościsz innym ich błogosławieństw. Czasem pytasz Boga dlaczego Ty czegoś takiego nie doświadczasz. Wytykasz innym ich błędy i mówisz, że to z „troski”. Doświadczasz małych radości na poziomie rozumu czy emocji, ale nie wiesz jak to jest rozradować się w Duchu Świętym i zacząć w radości tańczyć przed Bogiem czy spędzać czas zanurzonym w Jego obecności.

W sierocińcu tym, co łączy jest zbiór zasad. Jeśli je przestrzegasz, możesz należeć do grupy, jeśli nie musisz odejść. Wszyscy muszą myśleć podobnie, nie wychylać się, gdyż to daje pozostałym pozory bezpieczeństwa. Nieustannie wartościujesz i szufladkujesz. W kościele ciężko pracujesz, usiłując „zalepić przecieki błędnej nauki” i kiedy tylko uda się zalepić jeden momentalnie zaczyna cieknąć w innym. Tak dzieje przez całe lata latami. Jesteś wyczerpany. Twoje główne wysiłki idą na walkę ze złymi poglądami i niewłaściwym zrozumieniem, a do działania napędza Ciebie strach. Odrzucasz wszystko, czego nie rozumiesz, bo boisz się nieznanego. Wszystko, co nowe jest niebezpieczne z założenia.

Duch sierocy powoduje podziały, a duch synostwa jednoczy. Ojciec scala rodzinę. Można mieć w niej różne poglądy, inną dojrzałość w wierze, doświadczenie czy nawet inne zrozumienie kwestii doktrynalnych, ale jeśli naszym największym pragnieniem jest być przy Ojcu, poznawać go i budować relację z Nim, to jesteśmy braćmi i siostrami, współdziedzicami Chrystusa. Mamy wspólny cel i wiele sposobów na Jego realizowanie. Szacunek do ludzi powinien przewyższać wszelkie różnice. Możemy patrzeć na siebie nawzajem jak na dzieci odkupione drogocenną krwią Chrystusa. Uczyć się widzieć w drugim człowieku skarby, które Bóg w nim umieścił i wydobywać je. Powinniśmy zauważać jego powołanie i pomagać mu w nie wejść. W ten sposób stwarzamy innym przestrzeń do rozwoju i działania. Cieszymy się różnorodnością ludzi i bogactwem sposobów głoszenia Ewangelii. Będąc dzieckiem Bożym odczuwasz radość, gdy Bóg wywyższa innych. Cieszysz się, kiedy ludzie spoza Twojego grona doświadczają niesamowitych rzeczy z Bogiem, bo Bóg odbiera wtedy chwałę i Jego Królestwo się rozrasta! Zwycięstwa braci stają się twoimi zwycięstwami, karmią Ciebie bez cienia zazdrości czy podejrzliwości, bo rozpoznajesz w tych ludziach swojego Ojca. Zawsze możesz zawołać zainspirowany czyjąś pasją: Tato, ja też tak chcę! Obfitości Bożej wystarczy dla wszystkich.

Stając się synem Ojca otrzymujesz tożsamość umiłowanego dziecka Bożego. Wtedy pomagasz innym ją odzyskać. Następnie Bóg odbudowuje twoją godność i dostojeństwo do tego stopnia, że żaden człowiek nie jest w stanie ich złamać. W efekcie zaczynasz traktować innych z godnością i szacunkiem ze względu na obraz Boga, który noszą w sobie. Służysz im z szacunkiem, z jakim Jezus obmywał stopy swoim uczniom. W końcu Bóg odbudowuje twoje marzenia. Jako sierota byłeś przekonany, że marzenia trzeba porzucić, bo trzeba wyrzec się siebie. Żyłeś bez konkretnego celu. Teraz, kiedy jesteś już w Chrystusie, twoje marzenia zostają przywrócone. Są czyste, potężne i prowadzą do życia w pełni, do tego, czego oko nie widziało i ucho nie słyszało, do czynienia rzeczy niemożliwych – ku chwale i wielkiej radości Boga. Realizowanie twoich marzeń zaowocuje tym, że będziesz dostrzegać ziarenka marzeń twoich braci i sióstr i pomożesz im zakiełkować. Będziesz pełen pasji i radości! Twoje „branie” przemieni się w dawanie i osiąganie.

Uzdrowienie ducha sierocego

Walka o synostwo toczy się od zawsze i w taki sam sposób: poprzez kwestionowanie tego, co osobiście od Boga usłyszeliśmy („Czy rzeczywiście Bóg powiedział…?”) i poprzez kwestionowanie naszej tożsamości w Nim (Jeżeli jesteś Synem Bożym…”). Jezus zwyciężał Słowem Bożym. My też musimy bardziej zaufać temu, co mówi i robi Bóg, niż temu, co mówią nam nasze myśli, uczucia czy oskarżenia. Bóg nie oskarża. On podnosi. Jeśli atakuje Ciebie lęk, przeciwstaw mu Bożą miłość i pozwól, aby wpłynęła w miejsce lęku, bo „doskonała miłość usuwa lęk” (1J 4,18).

Nie ma możliwości, żeby wypracować w sobie ducha synostwa. Można go jedynie otrzymać w prezencie. Dzieje się to przez doświadczenie Bożej bezwarunkowej miłości. Przyjdź do Boga i wyznaj Mu, że jesteś „sierotą”. Wołaj o chrzest w Jego miłości, o to żeby zalał Ciebie nią całkowicie. Ucz się słuchać Jego głosu, gdyż On ma dużo myśli, które chce Ci przekazać (Ps 139:17). Bóg pokaże Ci maski, jakie przed Nim nosisz i zachęci Ciebie, żebyś je zdjął. Przypomni Ci sytuacje z dzieciństwa, młodości i dorosłego życia, w których zabrakło Jego miłości. Pokaże ci rany, które musisz otworzyć, żeby wpuścić jego uzdrowienie. Prawdopodobnie będziesz płakać jak dziecko, a On weźmie Ciebie w ramiona. Odczujesz Jego bliskość jak nigdy dotąd, a potem nic nie będzie już takie samo jak dawniej. Będziesz żyć w Jego miłości w każdej dziedzinie swojego życia.

Jezus Chrystus przyszedł nie tylko po to, aby w przyszłości wpuścić nas do nieba. Łaska, poza tym, że jest niezasłużoną przychylnością Boga względem nas, która przebacza nasze grzechy, już tutaj i dzisiaj UCHYLA PRZED NAMI RZECZYWISTOŚĆ NIEBA. „Do czasów Jana był zakon i prorocy, od tego czasu jest zwiastowane Królestwo Boże i każdy się do niego gwałtem wdziera” (Łk 16,16). Jezus cierpiał i zmarł, aby Jego owce miały życie w obfitości, aby Jego pełna radość mieszkała w nas. On dał nam ducha synostwa i uczynił nas dziedzicami swojego Królestwa.

Chrzest w Jego Miłość otwiera drogę do życia w Królestwie Bożym. Pozwala zamieszkać w Bogu na stałe. „Jeśli we mnie mieszkać będziecie i słowa moje będą w was mieszkać, proście o cokolwiek byście chcieli, a stanie się wam. W tym jest wywyższony mój Ojciec, że przyniesiecie dużo owocu i będziecie moimi uczniami. Jak mnie ukochał Ojciec, tak ja was ukochałem; mieszkajcie w mojej miłości. Gdy trzymacie się moich poleceń, zamieszkacie w mojej miłości, tak jak Ja trzymałem się poleceń Ojca i mieszkam w Jego miłości. Powiedziałem wam te rzeczy, żeby moja radość mogła zamieszkać w was i żeby wasza radość była pełna” (J 15,7-11 – tłumaczenie z j. greckiego).

Opracowała Kamila Rudź na podstawie zasłyszanego kazania

 

Podobne artykuły:

Odzyskane dziedzictwo

Cud nowego życia

Smak Bożego przebudzenia

Advertisements

5 comments on “Duchowe sieroctwo

  1. surzyn wiesława
    29/08/2013

    Wczoraj po pewnym sposobie postępowania z mojej strony usłyszałam, że jestem duchową sierotą a dzięki temu artykułowi wiem co z tym zrobić. Tu moja nadzieja.

  2. Maciek
    11/09/2012

    Moim zdaniem artykuł ten, jak jak mało który, wyjaśnia na czym praktycznie polega Boża łaska i usprawiedliwienie przez wiarę. Przez ostatnie trzy dni przeczytałem go już cztery razy i wciąż mam ochotę na jeszcze.

  3. Piotr
    10/09/2012

    to jeden z lepszych materiałów, jakie kiedykolwiek czytałem, dotyczących pozycji chrześcijanina jako Bożego dziecka! dzięki Kamila!

  4. Ania
    07/09/2012

    WSPANIAŁY ARTYKUŁ!!!

  5. Krzysztof Waszczuk.
    05/09/2012

    Tak. Zbawienie z uczynków ma wiele zakamuflowanych form. Jest w nim jakaś tajemnicza siła, która trzyma nas w niewoli i ciągle kieruje wzrok na prawo i na siebie samych. Wydaje się, że to „sieroctwo” wyssaliśmy z mlekiem matki. Problem nie jest marginalny. To przyjęcie zbawienia z łaski jest marginalne. Ono, w przeciwieństwie do owej tajemniczej siły zawsze kieruje wzrok na Jezusa Chrystusa. Żadna informacja, argument czy doktryna teologiczna nie jest w stanie przenieść nas z obszaru prawa do obszaru sprawiedliwości, pokoju i radości w Duchu Świętym. Uważam, że przyjęcie daru zbawienia z łaski, jest nadprzyrodzonym aktem i często zdarza się ludziom, którzy nie posiadają jeszcze wielu informacji teologicznych. Z biegiem czasu obraz Boga wyłania się coraz pełniej, pod warunkiem, że kościół do którego się przyłączyli jest napełniony darami Ducha.
    Powodem dla którego ludzie po jakimś czasie znowu wpadają w „sieroctwo” jest brak namaszczeń w służbach w danym zgromadzeniu. Każdy dar Ducha Świętego jest ponad naturalny. Dar nauczania jest tak samo niezwykły jak czynienie cudów, lub dar wykładania języków, a to właśnie on (dar nauczania) jest najbardziej istotnym darem w kościele w tym kontekście, że jest najczęściej używany. Jeśli ta sfera „leży” wszystkie pozostałe dary nie będą się w takim miejscu manifestować. Od liderów lokalnych kościołów zależy więc bardzo, bardzo wiele.
    Z tego wynika, że miejsce, w którym jesteśmy, albo nas karmi i buduje, albo niszczy i rujnuje. Człowiek nie jest w stanie samemu wzrastać. Dlatego Jezus powołał do życia Swój kościół i napełnił go darami aby wzrastał i poszerzał się. Dziękuję Bogu za Jego dary, które widzę tu w Jadłodajni. Dobry pokarm przynosi zdrowie i wzrost.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 05/09/2012 by in Biblijne zasady wiary, Najważniejsze teksty.