Jadłodajnia

portal ludzi głodnych i spragnionych Boga

Sposób na duchowy sukces

Aby otrzymać coś od Boga potrzebna jest pokorna desperacja. Czy te dwa słowa zaprzeczają sobie  nawzajem? Niekoniecznie. Gdy zrobiliśmy już wszystko, co w naszych siłach, a jednak nie osiągnęliśmy upragnionego rezultatu, zaczynamy odczuwać bezsilność. Jeśli jednak to, czego pragniemy jest dla nas bardzo ważne, pojawia się desperacja. 

Jakub nie był pokornym mężczyzną. Był zaradny, pomysłowy i niezależny. Potrafił zająć się swoimi sprawami. Nauczył się działać w taki sposób, aby życie przybierało pożądany przez niego obrót. Znał Boga. Znał Jego obietnicę dotyczącą swojej przyszłości, ale prawdopodobnie był zbyt zaradny, aby mogła się wypełnić.

Jakub był dobrego pochodzenia, ale postawa jego serca nie była dobra. Pragnął właściwych rzeczy. Chciał Bożego błogosławieństwa, ale nawet wtedy, gdy ono nadeszło, nie przyniosło mu zaspokojenia, gdyż w dalszym ciągu postępował według własnego rozumu. Doprowadzony do desperacji, musiał w pewnym momencie przyznać, że nie panuje nad sytuacją. Pokorny, ale wytrwały, zwyciężył wtedy, gdy przegrał.

To dziwne, ale nie istnieją żadne wzmianki o tym, żeby Jakub kontaktował się z Bogiem, począwszy od pierwszego spotkania w Betel, aż do czasu, gdy polecono mu, aby powrócił do ziemi ojczystej (Rdz 28,31). Być może rozmawiał z Bogiem, ale wygląda na to, że raczej nie była to jego mocna strona. Jedyna wzmianka o tym pojawia się w momencie, kiedy Rachela wyprowadziła go z równowagi narzekaniem na temat swojej niepłodności. „Czy ja jestem Bogiem …?” odburknął uciekając od problemu, który znajdował się poza jego kontrolą (Rdz 30,2).

Bóg będzie cierpliwie prowadził dziedzica do wyznaczonego mu niebiańskiego powołania. On nawet pozwolił Jakubowi użyć Bożych błogosławieństw jako środka manipulacji do wypełnienia się Bożej obietnicy. Miało to miejsce podczas podróży Jakuba do obiecanej mu przez Boga ziemi, kiedy nagle Ezaw stanął mu na przeszkodzie. Aby przytłoczyć Ezawa, Jakub zaczął wymieniać wszystkie błogosławieństwa jakimi Bóg go obsypał (Rdz 32,5). Potem próbował wywrzeć na nim jeszcze większe wrażenie (Rdz 32,7-8). Ostatnim dowodem na to, że Jakub próbował manipulować Ezawa, było wręczenie swojemu bratu hojnych darów z tego, czym Bóg go obdarzył (Rdz 32,13-20). Żaden z tych wysiłków nie przyniósł jednak pożądanego rezultatu.

Pomimo wad charakteru Jakuba i jego skłonności do samowystarczalności, Bóg był zobowiązany do wypełnienia swojej obietnicy dania obfitego błogosławieństwa i zapewnienia swojej nieustannej obecności. Mogło się to jednak stać dopiero po tym, gdy Jakub spotkał się z Bogiem twarzą w twarz. Wtedy został oddzielony od tego co miał i kim był. Nie mógł wtedy nikim manipulować, bo sytuacja całkowicie wymknęła się spod jego kontroli (Rdz 28,10-15). W desperacji Jakub mocował się z Bogiem, aż Ten go dotknął i zmienił. Dopiero wtedy Jakub mógł otrzymać zapowiedziane dziedzictwo..

Pokorna desperacja przychodzi, gdy w końcu przestajemy mówić o tym kim jesteśmy, co osiągnęliśmy albo co dostaliśmy od Boga i wyznajemy, że nie jesteśmy wystarczająco inteligentni, uduchowieni, czy bogaci aby móc przyjąć pełnię obietnicy dotyczącą wielkiego wylania Ducha Świętego w dniach ostatecznych. Nie jesteśmy w stanie kontrolować Bożego przebudzenia. Możemy udawać, że nie wiemy czego Bóg tak naprawdę od nas chce, albo mądrzyć się na temat sposobów Jego działania. Czy ciągłe przeliczanie wyznawców, ulotek i kontaktów oraz nasze imponujące plany dotyczące organizacji imprez nie oddalają jedynie w czasie spotkania z Bogiem, który mógłby w końcu dać wypełnienie obietnicy o nowym wylaniu Ducha, o którym marzymy? Jakub przez to przeszedł. Stał się dziedzicem obietnicy, ale musiał osiągnąć stan pokornej desperacji, aby móc otrzymać pełnię tego, co mu zapowiedziano.

My również jesteśmy dziedzicami obietnicy. Bóg nas błogosławi. Nasi przywódcy układają plany i programy, które zwiększają efektywność naszej pracy. Często opowiadamy o błogosławieństwach, które Bóg na nas zsyła. Nasze dawanie z tego, co Bóg nam dał przybiera na sile. Wszystko to jest dobre, ale najgłębsze pragnienie naszych serc zostanie zaspokojone dopiero wtedy, gdy sam na sam, w pokornej desperacji będziemy zmagali się z Bogiem, aż On nas dotknie i zmieni.

Nawet najlepsze wskaźniki wzrostu kościoła takie jak ofiarność, rozmowy ewangelizacyjne czy czas poświęcony na służbę nie zastąpią ducha pokornej desperacji. W duchowej pracy musimy zapomnieć o naszej samowystarczalności, o naszych sprawczych umiejętnościach czy naszej skuteczności w robieniu na rozmówcach wrażenia, a zamiast tego skoncentrować się na poszukiwaniu Boga w pokorze.

Obietnice Boga skierowane do nas są prawdziwe. Jesteśmy Jego szczególnym ludem i zostaliśmy nazwani Jego imieniem. Bóg jest zawsze blisko tych, którzy mają świadomość swojej marności, a nie tych, którzy chlubią się Jego błogosławieństwami po to, aby zrobić wrażenie na innych czy nawet nimi manipulować.

Desperacja pojawia się w wyniku pojawienia się potrzeby, która nie może być zaspokojona ponieważ znajduje się poza sferą kontroli. Pokora jest postawą nabytą. Pismo Święte jest przesycone zachętami do uniżenia się. (Mt 18,4, Łk 18,14, Jk 5,6, Ps 35,13) Uniżenie jest postawą, dzięki której możemy zobaczyć to co Bóg dla nas naprawdę uczynił i kim w Nim jesteśmy oraz to, że nie przyjęliśmy jeszcze od Niego wszystkiego, ani nie staliśmy się jeszcze wszystkim czym możemy. Uniżenie przynosi uczciwe zmierzenie się z naszymi potrzebami. W obliczu pragnienia zobaczenia wielkich żniw dusz ludzkich, musimy wystrzegać się, aby nasze dziękczynienie nie uśpiło w nas świadomości potrzeby Boga. Psalmista przypomina nam „…Nie zapomniał wołania ubogich” (Ps 9,13).

W często przywoływanej obietnicy zawartej w II Księdze Kronik 7,14 istotną sprawę stanowi fakt, że słowo „ukorzyć się” występuje przed słowem „modlić się”. Modlitwa jest podstawowym i niezbędnym składnikiem odrodzenia, ale musi ona wypływać ze skruszonego serca rozpaczliwie poszukującego Bożego dotyku i zmiany, którą jedynie Bóg może w nas zainicjować.

Wszystko, czym jesteśmy, to za mało. Wszystko, co mamy, nie wystarczy. Wszystko, co możemy uczynić, w niczym nie pomoże. Naszą jedyną nadzieją jest ciągłe zmaganie się w uniżeniu i modlitwie. Świat czeka, aby kościół błagał Boga o wypełnienie się obietnic.

Thetus Tenney

 

Podobne artykuły:

Odzyskane dziedzictwo

Rozdawaj wolność

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 28/09/2012 by in Tak warto żyć.