Jadłodajnia

portal ludzi głodnych i spragnionych Boga

Chrześcijańska arogancja

W wielu zborach, kościołach, wspólnotach wychowuje się chrześcijan w przekonaniu o wyższości swojego kościoła / swojej denominacji nad innymi nowo narodzonymi chrześcijanami, tylko dlatego że przynależą do innej wspólnoty kościelnej. W ten sposób wbudowuje się w nowych wierzących lekceważący stosunek do Braci i Sióstr z innych wspólnot. I nie jest to teoria.

Arogancja

Kiedy słyszymy słowo „arogancja”, mało kto z nas widzi jakieś powiązania między chrześcijaństwem a tą brzydką cechą zachowania. Zanim jednak całkowicie stwierdzimy, że nie mamy, jako chrześcijanie, z tym słowem nic wspólnego, warto zapoznać się z jego słownikową definicją. Według Słownika Języka Polskiego PWN arogancja jest to: „zuchwała pewność siebie połączona z lekceważeniem innych”. Prosta i krótka definicja słowa, które stając się zachowaniem indywidualnych chrześcijan, czy też kościołów, może przynieść wiele przykrości innym współbraciom w Panu. Przyjrzyjmy się temu bliżej, drodzy Czytelnicy.

Najlepszy klub w kraju
Kiedy czasami odwiedzam różne ewangeliczne czy charyzmatyczne kościoły w naszym kraju, jakże często spotykam się z poglądem, że to „my jesteśmy najlepsi”, a „tamci” są albo mało duchowi, albo zbyt tradycyjni, albo są w duchu religii albo… praktycznie każdy czytelnik może dodać jeszcze kilka innych sformułowań. Powiem więcej, w wielu zborach, kościołach, wspólnotach wychowuje się chrześcijan w przekonaniu o wyższości swojego kościoła / swojej denominacji nad innymi nowo narodzonymi chrześcijanami, tylko dlatego że przynależą do innej wspólnoty kościelnej. W ten sposób wbudowuje się w nowych wierzących lekceważący stosunek do Braci i Sióstr z innych wspólnot. I nie jest to teoria. Wiele lat temu, kiedy sam zacząłem poznawać Boga, jakże często słyszałem zdania: „Nie idź tam, bo tamci są nawiedzeni, zbyt charyzmatyczni” lub „Jak będziesz w tym kościele, nie będziesz doświadczał Ducha Świętego”. Nie chcę w tej chwili zajmować się biblijną teologią, ale czymś innym, choć także poważnym – czymś, co wpływa na postrzeganie Kościoła Jezusa Chrystusa i de facto na stan przebudzenia w naszym kraju (a raczej jego brak). Przypominam sobie też takie sytuacje, kiedy na początku lat 90. XX wieku młodzież w mieście, gdzie były dwa bliskie geograficznie zbory – baptystyczny i zielonoświątkowy w żartach (ale czy takie żarty powinny mieć miejsce?) mówiła: „Zieloni na drzewa”, a w stronę przeciwną padał żart: „Baptyści pod wodę”. Czyż tego rodzaju odzywki nie przypominają nam, nieco starszym niż internet, haseł w stylu: „Miau, miau, kocia wiara”, jaką jeszcze w latach 80. można było usłyszeć w małych miasteczkach i miejscowościach naszego kraju pod budynkami i kaplicami różnych biblijnych denominacji? Z przykrością muszę powiedzieć, że mam niestety takie właśnie skojarzenie.

Ta straszna „religia”
Oczywiście wielu z Czytelników tego artykułu słusznie zauważy, że teraz żyjemy w innych czasach, że jesteśmy świadkami współpracy między różnymi zborami, organizowane są imprezy, koncerty, konferencje, gdzie można spotkać chrześcijan z wielu różnych kościołów, często też pastorzy różnych denominacji spotykają się na wspólnej modlitwie. To wszystko jest cenne i ważne. Uważam, że takie działania mogą umacniać Kościół Jezusa w naszym kraju. Jednak pomimo tych gestów, wspólnych projektów i działań często podskórnie można wyczuć kościelną arogancję względem innych. W ostatnich czasach zamiast takich określeń, jak: „My lepiej niż inni znamy Biblię”, „My jesteśmy bardziej duchowi”, „My mamy realne doświadczenie obecności Ducha Świętego na nabożeństwach”, pojawiło się inne określenie, którym wierzący wymachują na prawo i lewo. Modne stało się mianowicie sformułowanie: „Oni są pod religią” „Oni są związani religią”. Rzucenie tego rodzaju argumentu w dyskusji między chrześcijanami wywodzącymi się z różnych kościołów zamyka sprawę, to jak jakby ktoś powiedział „Duch Święty mi mówi, że..”. Na taki argument po prostu nie ma odpowiedzi. Słowo „religia” stało się wytrychem i jednocześnie jest w takich sytuacjach przejawem arogancji względem innych wierzących, arogancji ubranej w nowe najmodniejsze ubranko z dobrego salonu odzieżowego. Jeden z moich przyjaciół powiedział coś, co mnie bardzo zastanowiło – „religią może być zarówno podnoszenie rąk, jak ich niepodnoszenie” Po głębszym zastanowieniu muszę przyznać mu rację. Chrześcijanin, będąc istotą ludzką, zawsze ma pewną tendencję do tworzenia zasad postępowania, które uznaje za właściwe i duchowe. Na przykład – w pewnych kręgach podnoszenie rąk jest stanowczo zakazane, a gdzie indziej wręcz odwrotnie. W jednych kościołach oklaski, okrzyki wywoływałyby zgorszenie, a gdzie indziej krzyczenie, głośnie oklaski, taniec etc. jest w dobrym tonie (aby było jasne ja osobiście lubię oklaski, okrzyki, taniec dla Pana, ale też dobrze czuję się podczas spokojnego nabożeństwa np. w Kościele Ewangelicznych Chrześcijan, gdzie mam wielu znajomych). Jeśli ktoś, a szczególnie pastor danego zboru buduje poczucie wartości swoich zborowników poprzez podkreślenie, że jesteśmy lepsi, bliżej Boga, bo robimy coś, czego inni nie robą, lub też nie robimy czegoś, co inni popierają (nie mówię tutaj o rzeczach jasno i wyraźnie wymienionych w Słowie Bożym jako te, które Bogu się nie podobają), to jest to droga, która prowadzi do duchowej arogancji i prawdziwej religii. Dlaczego? Bo religia zabija wolność, wolność do okrzyków i braku okrzyków, wolność do oklasków, ale też ich nieobecności. Bo człowiek będący w zgromadzeniu Bożych Dzieci powinien czuć się i być wolnym do takiej ekspresji, do której prowadzi go Bóg.

Próżna mowa
Kiedy więc przysłuchuję się takim jałowym dyskusjom w stylu „co jest religią, a co nią nie jest”, które nie wnoszą nic wartościowego do Ciała Jezusa w Polsce, to mam tylko jeden komentarz do całej tej sytuacji – wielu chrześcijan w Polsce marnuje czas, kiedy wokół jest tak wiele pracy. Pora to zmienić! Zamiast dyskutować, gdzie jest religia (czasami poszukiwanie religii u innych wygląda jak poszukiwanie świętego Graala), która wspólnota jest bardziej lub mniej religijna; może lepiej wziąć się za robienie czegoś konstruktywnego. Zamiast pozwalać na szerzenie arogancji w swoich kręgach kościelnych zacznijmy się skupiać na tym, co jest najważniejszym zadaniem Kościoła – wyciąganiu ludzi z mocy piekła i szatana. Świat tego za nas nie zrobi, a diabeł, widząc deliberowanie biblijnie wierzących nad tym, który kościół jest lepszy i dlaczego, może spać spokojnie. Jeśli chcemy przebudzenia, musimy zamknąć pustą mowę, o której mówił apostoł Paweł. Jesteśmy wręcz przez niego zachęcani, byśmy unikali pustej i próżnej mowy, dyskutowania jak nasi braci z Biblii – Koryntianie: „ja apollosowy”, „ja Pawłowy” itp. Paweł już wtedy jasno mówił, że tego rodzaju dyskusje do niczego dobrego nie prowadzą. Jeśli poważnie traktujemy Słowa apostoła Pawła, autora znacznej części Nowego Testamentu, to przejdźmy do czynów. Bez względu na to, czy jesteś ewangelicznym chrześcijaninem, baptystą, zielonoświątkowcem, charyzmatykiem lub kimś jeszcze innym z nazwy, zamknij za sobą etap chrześcijańskiej arogancji i przekonania o tym, że twoja społeczność kościelna jest najlepsza w Polsce, a wszyscy inni to tylko zwykli religijni chrześcijanie. Zacznij działać ku pożytkowi całego Kościoła w Polsce, bo czyż nie każdemu z nas bez względu na „klubowe barwy” zależy na Bożym poruszeniu w naszej ojczyźnie? Sądzę, że tak.

Jacek Słaby, Portal Chrześcijański „Cel”

2013

Advertisements

6 comments on “Chrześcijańska arogancja

  1. Iwona
    11/10/2015

    I wszystko na temat. Potrzebna jest nam równowaga, pokora i miłość w tym wszystkim.

  2. monia
    13/04/2013

    amen 🙂

  3. Krzysztof Waszczuk.
    07/04/2013

    Ostatnio Maćku puszczasz fantastyczne artykuły, a swoją drogą mógłbyś zrobić opcję „lubię to”, żeby było w co klikać.

  4. Szamot
    06/04/2013

    Syndrom oblężonej twierdzy…podział na „my” i „oni”, z definicji powodujący rozdźwięk, dysonans, czy nawet zachowania konfrontacyjne. Paradoks polega na tym, że każda denominacja uważa się za depozytariusza Prawdy, co prowadzi do oczywistego wniosku, że żadna z konfesji Prawdy nie posiadła. Prawda jest jedna i zna ją Ten, który jest Prawdą…I dobrze by było, gdyby Kościoły szczerze i w pokorze zaakceptowały ten fakt. A przez akceptację rozumiem szacunek dla ” owiec innej owczarni”, czyli bycie względem siebie takiego usposobienia, jakie było w Jezusie Chrystusie. Jeżeli jest z tym problem. a artykuł na jego istnienie wskazuje, wówczas licytacja na „Prawdy” jest niczym innym, jak zaklinaniem smutnej rzeczywistości, podszytą hipokryzją i obłudą.

  5. Wiesiek
    06/04/2013

    Ciekawy artykuł i jakże ważny, bo przecież za każdego z nas umarł Jezus i każdego z nas kocha tak samo. Dobrze jest być osadzonym w swoim środowisku kościelnym, ale pamiętając że należymy do jednego kościoła, którego głową jest ten sam Pan!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 06/04/2013 by in Tarcia w kościele.