Jadłodajnia

portal ludzi głodnych i spragnionych Boga

Chroniony przed oskarżycielem

imgresJak traktujesz krytykę? Jak można uchronić się przed „biczem języka” (Hi 5,21)? Gdzie jest miejsce uwolnienia od oskarżenia? Jeżeli zamierzasz odnieść sukces w pracy dla Pana, to musisz znaleźć kryjówkę Boga, gdzie schronisz się przed najbardziej bolesną bronią z arsenału Szatana – językiem krytyki.

Faktem jest, że ludzie będą o tobie mówić albo dobrze albo źle. Nie możesz wypełniać woli Boga bez wprowadzenia zmian. Zmiany zawsze powodują potknięcia. Jezus mówił, że mamy strzec się kiedy wszyscy ludzie będą mówić dobrze o nas. Nie możemy służyć dwóm panom. Jeżeli naprawdę chcemy Jemu się podobać, to nie możemy rozpraszać się, aby próbować przypodobać się innym.

W tym samym czasie, istnieje demoniczna strategia, zawzięta na tych, którzy nauczają Słowa Bożego i usługują Jego ludowi. Kampania wroga nie jest tylko nakierowana na zniszczenie pasterza. On też szuka sposobności, aby rozproszyć owce. Gdyby atak Szatana powiódł się, to każdy zaangażowany w walkę opuściłby pole bitwy z mniejszą miłością i zatwardziałym sercem.

W zdumienie wprawia mnie fakt, że ludzie mogą reagować tak odmiennie na to samo nauczanie. Jedni są zbudowani i zachęceni, podczas gdy inni nie tylko odczuwają brak błogosławieństwa Pana, ale faktycznie czują się dotknięci przez wyrwane z kontekstu stwierdzenie.

Wydaje się, że każda osoba, biorąca młotek i dłuto, aby uczynić z kaznodziei „idola”, ma odpowiednika z młotkiem i gwoździami, który jest gotowy, by go ukrzyżować. I jeżeli ten sługa nie trwa przy Panu, to presja przeciw niemu może go przygnieść.

Większość ludzi zapomina, że pastor jest takim samym człowiekiem jak inny chrześcijanin. Nie jest nadczłowiekiem a słowa-kule nie odbijają się od jego piersi. On nie jest odporny na zranienia pochodzące z okrutnej i złośliwej rozmowy. Jest niedoskonałym człowiekiem powołanym do służby przez żyjącego Boga w ciele Chrystusa. Tylko człowiekiem!

Dla większości, zbór jest miejscem gdzie ludzie chodzą, by oddawać cześć Bogu, nauczyć się czegoś i mieć społeczność. Dla sługi lub służebnicy jednak, zbór jest ogrodem Boga. Najwięcej prawdziwej pracy pastor nie wykonuje za kazalnicą ale w niemożliwej do opowiedzenia w kazaniu służbie budzenia miłości i ufności przez osobiste relacje.

W oczach Boga, zbór jest czymś więcej niż miejscem spotkania przypadkowych znajomych, albo ludzi wierzących, których jednoczony doktryna. Dla Ojca, zbór to żywa świątynia, ludzki dom dla Ducha Jego Syna. Biblia mówi, że kiedy On umieścił nas w naszym szczególnym zborze, to faktycznie sprawiło Mu to przyjemność (zobacz 1 Kor 12,18). Pastor i starsi pracują Razem z Duchem Świętym, aby przyprowadzać zbór do właściwej relacji z miłością Boga, i potem rozkrzewiać ją we wszystkich innych zborach w mieście.

Bóg ma honorowe sposoby przeniesienia z jednego zboru do innego. Jeżeli ktoś chce być pastorem, to powinien te właściwe sposoby praktykować (Ap 3,13). Nie jest wcale konieczne, aby znaleźć błąd i powód do podziału zboru. Kiedy te rzeczy robi się prawidłowo i w porządku, to ludzie są zbudowani.

Ale kiedy relacje są trudne i niszczone przez złośliwe plotki, lub kiedy rozwijające się zaufanie przeradza się w nieufność poprzez obmawianie i krytykę, Sam Bóg jest rozgniewany (Prz 6,16-19). A jeżeli obraża się Boga, to o ileż trudniej jest Jego sługom pozostawać z dala od konfliktu spowodowanego grzechem.

Odpowiedź!

W jaki sposób Boży ludzie znajdują równowagę między ich podstawą potrzebą do utrzymywania się przy życiu i odpowiedzialnością, by podobać się Bogu? Odpowiedź brzmi przyoblec się w miłość Chrystusa.

Wiele lat temu przeżywałem trudny czas, w którym garść osób wzięła mnie na cel stałej krytyki. Istnieje rodzaj konstruktywnej krytyki, która przychodzi przez ludzi, którzy ciebie kochają. Ten typ uczy i pomaga ci prosperować. Jest również taki rodzaj krytyki który przychodzi przez rozgoryczonego ducha, który nie ma zamiaru ciebie poprawiać, ale zniszczyć. To był ten drugi rodzaj, z którym miałem do czynienia. Przyznaję uczciwie, jestem pewny, że były obszary w moim życiu, w których uwidaczniał się brak stabilności i niektóre skargi były usprawiedliwione. Jednakże, wiele słów, które oni kierowali do innych padało za moim plecami. Nasz zbór był destabilizowany przez tych osobników. Nic co mógłbym powiedzieć lub żadna pokuta ich nie uciszyła.

Przez trzy lata szukałem Pana, a jednak On nie bronił mnie przed ich oskarżeniami. Zamiast tego, zajmował się mną. Sięgał głęboko do dna mojej duszy i zaczynał dotykać najskrytszych obszarów mojego życia. Dziedziną, którą zajmował się Pan, nie był mój grzech, lecz „ja sam”. Biblia mówi, że nasze grzechy są przed nami (zobacz Ps 51,3); te ja mogłem widzieć. Ale nie miałem żadnej perspektywy, obrazu własnej duszy. Pan pozwalał tej krytyce trwać do momentu, aż światło dzienne ujrzało coś głębszego i zasadniczo gorszego niż jakakolwiek z moich doktrynalnych interpretacji albo grzechów. Na światło zostałem wystawiony ja sam.

Duch Święty zaczynał pokazywać jak łatwo ulegałem manipulacji przez krytykę ludzką a szczególnie jak moje poczucie pokoju zależało od akceptacji ludzkiej. Długo modliłem się, ale Bóg nie uwolnił mnie od wroga. Uratował mnie jednak, zabijając tę część mnie, która była podatna na zranienia diabelskie, i to samo uczynił z oskarżeniami.

Nigdy nie zapomnę dnia, kiedy spadło to na mnie, że zarówno Bóg jak i diabeł chcieli mojej śmierci, ale z różnych przyczyn. Szatan chciał zniszczyć mnie przez zniesławienie i zamęczyć mnie nieustającą aktywnością polegającą na udowodnieniu ludziom mojej racji. W tym samym czasie, Bóg chciał ukrzyżować tę część mojej duszy, którą tak łatwo eksploatował diabeł! Był to przełomowy dzień kiedy zrozumiałem, że bitwa nie skończy się zanim nie umrę dla tego co ludzie o mnie mówili. To prawdopodobnie był ten moment, kiedy tak naprawdę stałem się sługą Boga.

Dzisiaj, stoję zdumiony z powodu tego co Pan dokonał podczas tamtych strasznych, a jednak cudownych, miesięcy. On wiedział, że nadejdzie czas kiedy rzeczy, które napisałem będą dotykać życia dosłownie milionów ludzi. Aby zaszczepić mnie przeciwko pragnieniu chwały ludzkiej, On ochrzcił mnie w krytyce, aż umarłem dla kontroli ludzkiej.

Źle mnie nie zrozumcie, będę nadal szczerze modlić się o sprawy ludzi, jestem również odpowiedzialny przed innymi liderami. Nawet mam grupę ludzi, których praca polega na podawaniu krytycznej analizy mojego życia i pracy. Ale już nie jestem rządzony przez człowieka. Żyję, by zadowalać Boga, a jeżeli zdarza mi się przy tym podobać ludziom, to jest Jego dzieło, nie moje.

Schronienie w krzyżu

Jest coś zupełnie cudownego w odkupicielskiej sile Pana. Bez względu na trudność, może to być diabelski spisek lub oskarżenie, które na nas spada – wszystko, czego używa szatan, aby niszczyć – wykupione jest przez miłość Boga. Bóg używa tych doświadczeń, aby nas doskonalić. Jeżeli wiernie szukamy Pana, nieszczęście jest tym dla naszego serca w Bogu, czym benzyna dla ognia. Aby utrzymywać się przy życiu, jesteśmy prowadzeni głębiej w kierunku ognia Jego Obecności.

Tak bardzo jak nienawidziłem, kiedy ludzie mnie zniesławiali, w takim samym stopniu Bóg zmuszał mnie do zbliżania się do Jego serca. Tak samo ważne jak studiowanie Biblii i chodzenie do zboru, okazało się nieszczęście, które wypracowało najgłębszą śmierć dla mojego „ja” i przyprowadziło mnie najbliżej Boga. Doszedłem do szczerej miłości i zrozumienia moich nieprzyjaciół. Bez nich nie byłbym w stanie dojść do takiego błogosławieństwa!

Teraz rozumiem dlaczego Jezus mówił, „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie z Powodu sprawiedliwości, albowiem ich jest Królestwo Niebios” (Mt 5,10). Na pewno, nie ma On na myśli tego, że zewnętrznie doświadczamy „nieba” kiedy jesteśmy prześladowani lub znosimy umysłowe lub fizyczne obelgi. Nie, ale wewnątrz Bóg potężnie zajmuje się naszą duszą, łamiąc uzależnienie od ludzkiej aprobaty i uwalnia nas, abyśmy naprawdę mogli żyć dla Chrystusa.

W Swojej mądrości, Bóg daje nam dwa dary: nową naturę i unikalny krzyż, który przeznaczony jest do zabicia starej natury. Z chwilą, gdy zaczynamy podnosić krzyż, wchodzimy do miejsca uwolnienia. Musimy przyjąć tę prawdę. Bóg nie chce, aby nasza stara natura utrzymywała się przy życiu. On nie chce, abyśmy reformowali, to co faktycznie musi być ukrzyżowane. On chce, abyśmy uśmiercili nie tylko nasze stare „ego”, które jest bezbronne wobec wroga, ale i swoją skorumpowana naturę pokrewną diabłu, do której na on najlepszy dostęp.

Charakterem „nowej natury” jest sam Chrystus, który żyje we mnie. Jak mogę wnosić oskarżenie przeciwko mojemu sąsiadowi, kiedy Chrystus rozkazuje mi go kochać? Jeżeli wnoszę skargę, czy wtedy nie wzbudzam z martwych mojej starej natury i nie biorę jej na świadka? Czy będę uciszać Chrystusa, aby słyszeć głos oskarżyciela? Zauważ, że jeżeli mam być sługą Pana, to kiedy zostaję obrażony, muszę powtarzać modlitwę Chrystusa na krzyżu, „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią” (Łk 23,34).

Tak więc, nie zważając na ludzkie opinie o nas, bez względu na to, czy jesteśmy wywyższani, czy poniżani, bądźmy zdeterminowani, by nieść krzyż Chrystusa nawet poprzez konflikt. Ponieważ chwilowe lekkie nieszczęścia wytwarzają w nas wieczną chwałę, której nie da się z niczym porównać.

Moje osobiste nastawienie jest takie. Jeżeli wolą Boga dla mojego miasta nie byłoby przebudzenie, gdyby wszystko, czego Bóg naprawdę chce, to wzbudzić jednego dojrzałego, posłusznego syna, który odrzuciłby obrażanie się, odreagowywanie, pielęgnowanie braku przebaczenia, to zdecydowałbym się być tą osobą która sprawi przyjemność Chrystusowi. Jeżeli On szuka sługi, który trwałby w miłości i wierze dla jedności, świętości i odrodzenia w ciele Chrystusa, to zdecydowałem się być Jego człowiekiem.

Nikt z nas nie jeszcze nie zalazł się w tym stadium, ale jeżeli każdy z nas ma takie nastawienie, to uśmiercimy nasze reakcje krytyki i obrazy. I chociaż jeszcze możemy się potykać, to będziemy uczyć się, że niesienie krzyża to nie tylko umieranie dla samego siebie, ale to również obejmuje miłość Chrystusa, która wybacza bezwzględnie i tym, którzy ciebie ukrzyżowali.

Panie, pomóż mi słuchać z pokorą krytyki tych co mnie oskarżają. Udziel mi pokoju, abym mógł duchowo prosperować kiedy inni znajdują błąd. Jeszcze, nawet więcej, pomóż mi umierać dla wszystkiego czym byłem i żyć dla wszystkiego kim Ty jesteś. Rozpaczliwie chcę znaleźć się w Twojej naturze i zmieniać się na Twój obraz. Amen.

Francis Frangipane

Artykuł zaczerpnięty ze strony: http://www.swch.pl

2013

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 06/08/2013 by in Tarcia w kościele.