Jadłodajnia

portal ludzi głodnych i spragnionych Boga

Cena pełni Bożej mocy – wstęp

„Lecz ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają” (Iz 40,31).

prayerDopóki Jezus był w warsztacie ciesielskim w Nazarecie, nie był ani znienawidzony, ani prześladowany, ani atakowany z wielu stron. Ale zaraz po tym, gdy zaczął czynić wielkie rzeczy, zaczęto Mu złorzeczyć nazywając Go belzebubem, największym z diabłów, i starano się go zabić (Łk 4,29). Prześladowanie trwało przez cały czas- trzy i pół roku, i zostało ukoronowane przybiciem Go na krzyż. Stało się tak dlatego, że posiadał On moc, której się obawiali pozbawieni mocy ówcześni przywódcy religijni. Także Piotr w oczach ówczesnych ludzi był porządnym człowiekiem, dopóki był zwykłym rybakiem, ale kiedy uzdrowił chromego, wtrącono go do więzienia (Dz 3,7 i 4,3). Dopóki święty Szczepan był tylko członkiem pierwszego kościoła w Jerozolimie, nikt się o niego nie troszczył, ale z chwilą, gdy będąc pełnym wiary i mocy, czynił cuda i znamiona przed ludem (Dz 6,8), postawiono go przed sądem i ukamienowano. Także apostoł Paweł nie potrzebowałby uciekać przed prześladowaniami dla uratowania życia, gdyby został w wierze swych ojców. Spotkało go prześladowanie dopiero wówczas, kiedy w tak dziwny sposób spotkał się z Bogiem. Także i ciebie nie spotka żaden większy odpór ani prześladowanie, jeżeli będziesz, jak to świat określa, tylko normalnym chrześcijaninem, ale gdy weźmiesz Bożą obietnicę na serio, poważnie, aż do skutku i będziesz czynił rzeczy wykraczające poza normalny tryb, sięgniesz głębiej, spotkasz się z prześladowaniem.

Tęsknota za Bogiem

Na tę obietnicę oczekiwałem już w wieku dwudziestu trzech lat, czyli od momentu swojego nawrócenia. Była ona dokładnie tym, czego pragnęła moja dusza od chwili, kiedy Bóg mnie powołał, abym Mu służył. Powołanie moje dokonało się w takiej mocy i było tak skuteczne, że nie nasuwało mi najmniejszych wątpliwości. Faktu, że to się stało we mnie, nie mogło nic podważyć. Aczkolwiek nigdy poprzednio nie doświadczałem takich rzeczy, jak po moim nawróceniu. Zdawałem sobie jednak sprawę z tego, iż muszę się wiele uczyć, jeśli mam spełnić to, do czego zostałem przez Pana powołany. Dlatego spędzałem wiele godzin na czytaniu Biblii i starałem się pojąć jej treść i poselstwo, a moja prosta, nieuczona dusza rozumiała to po prostu tak, że Bóg mówi do mnie słowami: „A idąc, głoście: Przybliżyło się królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, oczyszczajcie trędowatych, wskrzeszajcie umarłych, wypędzajcie demony. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie” (Mt 10,7–8). Rozumiałem, że wszystko to są wymagania, skierowane pod moim adresem z chwilą powołania mnie do służby, lecz nie wiedziałem, jak mogłoby się to stać. Sam w sobie byłem słaby, bezsilny i nie byłem w stanie wykonać tych nakazów. Było to dla mnie jednak jasne, że tak stać się może, bo inaczej Chrystus, w którego wierzyłem, nie dawałby takich poleceń, których nie można by było wykonać.

W chwili nawrócenia wiedziałem o Bogu i Jego Słowie tak mało, że nie umiałem nawet wymienić czterech Ewangelii. W kościele metodystów, w którym uwierzyłem i do, którego zostałem przyjęty jako członek, nie pouczono mnie o tym, abym oczekiwał na chrzest Duchem Świętym, tak jak tego oczekiwali uczniowie w dniu Pięćdziesiątnicy. Nie pouczono mnie także o tym, że mnie, jako temu, który uwierzył Panu, mają towarzyszyć znaki, wymienione w Ewangelii Marka 16 ,17–19. Byłem nawrócony, ponieważ uwierzyłem w Jezusa Chrystusa jako mojego Zbawiciela, a przez to byłem zbawiony, oczyszczony od grzechów, czyli tym samym uratowany od zguby. Gdy się jednak zagłębiłem w Piśmie Świętym, Bóg dał mi z niego to, z czego miałem największy pożytek. Pan zaczął mi objawiać pełną prawdę o chrzcie Duchem Świętym i o znakach, jakie mają towarzyszyć ochrzczonemu Duchem Świętym, o darach duchowych i nadnaturalnych Bożych rzeczach. Wkrótce potem zaprowadził mnie Bóg na zebrania zielonoświątkowców, gdzie mogłem doświadczyć namiastkę Bożego błogosławieństwa, pochodzącego przejawów działania Ducha Świętego. W tych zgromadzeniach zrozumiałem konieczność otrzymania Ducha Świętego i z całego serca zacząłem szukać Boga i prosić o to, co uważałem za konieczne, tj. o chrzest Duchem Świętym.

Nawrócony, by służyć

Po upływie trzydziestu dni od mojego nawrócenia byłem na pewnym zgromadzeniu „Kościoła Bożego” w Miami na Florydzie, które odbywało się pod gołym niebem. Tam zostałem cudownie napełniony Duchem Świętym i mówiłem nowymi językami, jak mi Duch Święty poddawał (Dz 1,8). Oczekiwałem zdecydowanie na to, iż z chwilą przyjęcia Ducha Świętego otrzymam także moc uzdrawiania chorych i czynienia cudów. Jednakże nieco później zrozumiałem, że do tego trzeba mieć coś więcej niż chrzest w Duchu Świętym. Chrzest Duchem Świętym umożliwia dostęp do tych rzeczy, a dary Ducha stanowią jakby przewody, którymi ta moc płynie. Zacząłem się zaraz modlić i szukać darów Ducha Świętego. Czułem, że muszę posiadać moc uzdrawiania chorych, ponieważ rozumiałem, że Bóg powołując do służby głoszenia ewangelii, wyposaża jednocześnie w dar uzdrawiania chorych. W każdym razie można moc i siłę Ducha Świętego, jeśli jesteśmy nią napełnieni, porównać do prądu elektrycznego. Wygląda to w ten sposób, jakbyśmy swój dom wyposażony w instalację elektryczną podłączyli do sieci i tym samym otrzymali prąd elektryczny. Wielu ludzi latami używa prądu tylko po to, aby mieć światło. Nie wykorzystują wielkich możliwości, jakie mają do dyspozycji przy korzystaniu z sieci, bo mogliby używać urządzeń napędzanych elektrycznością. Dary Ducha Świętego mogą być przyrównane do takiego aparatu, ponieważ jeżeli dołączymy do nich nowe dary, można z łatwością wykonać większą pracę. Siła się nie zmieniła, stała się tylko wydajniejszą. Nie było nigdy zamiarem Boży ograniczać się, gdy napełnił swój lud Duchem. To jest dopiero początek. „Starajcie się usilnie o lepsze dary (1Kor 12,31a). Odkryłem, że jest to ścieżka, wiodąca do skuteczniejszej działalności Bożej.

Dwa lata po swoim nawróceniu wstąpiłem w szczęśliwe małżeństwo i zacząłem swoją służbę. Ponad rok zwiastowaliśmy z żoną ową sławną ewangelię o wykupieniu i chrzcie Duchem Świętym, o powtórnym przyjściu Chrystusa, a także o Bożym uzdrowieniu. Przy każdej ewangelizacji poświęcałem przynajmniej dwa wieczory w tygodniu na zwiastowanie o Bożym uzdrowieniu i modlitwy za chorych. W ciągu tego czasu doświadczyliśmy wielu uzdrowień, dokonanych przez Boga, a Pan błogosławił zwiastowanie swego Słowa. Wiedziałem jednak, że Boży plan zawiera w sobie jeszcze większe rzeczy i wierzyłem, że przyjdzie czas, kiedy zostaną w moim życiu zrealizowane. Często zagłębialiśmy się razem z żoną w Piśmie Świętym i coraz bardziej byliśmy przekonani, że obietnica Boża o znakach, które mają towarzyszyć tym, którzy uwierzą, jak uzdrawianie i czynienie cudów, należy do nas w teraźniejszych czasach. Byliśmy też świadomi tego, że nie mamy pełnej mocy ani siły, którą Pan obiecał. Wiedzieliśmy, że według Pisma musi tkwić w tym jakaś przyczyna, jeżeli tej mocy w pełni nie posiadamy. A ponieważ Bóg nie może kłamać, musi ona tkwić w nas samych. W czasie swojej pierwszej kaznodziejskiej działalności w pewnym zborze „Kościoła Bożego” w Colorado uczyniłem pewne postanowienie, aby za wszelką cenę wyprosić odpowiedź z góry, ponieważ moja służba nie była potwierdzana znakami i cudami. Byłem pewny, że Bóg będzie jeszcze w jakiś sposób mówił ze mną i oznajmi mi, co stoi na przeszkodzie między mną, a mocą Bożą ku czynieniu cudów w mojej służbie, jeżeli w postach i w modlitwach będę Pana o to prosił.

Tęskniłem mocno za mocą Bożą w moim życiu i czułem, że nie będę mógł stanąć znowu za kazalnicą i głosić Słowo Boże, jeśli mi Bóg nie odpowie. Powiedziałem żonie o moich planach, a w boju, jaki odtąd nastąpił w moim życiu, zwyciężyłem. Szatan postanowił mi przeszkodzić w tych zamiarach proszenia Pana tak długo, dopóki mi nie odpowie. Często więc zwyciężał przez wywabianie mnie z pokoiku, który służył mi do modlitwy. Wiedział on, że powstałoby wiele szkód w jego królestwie, gdybym doszedł kiedyś do bezpośredniej łączności z Bogiem. Czynił więc wszystko, co tylko było w jego mocy, aby mnie pewnie trzymać i zabronić, by za żadną cenę nie mogło się owo połączenie urzeczywistnić. Codziennie wchodziłem do swego pokoiku, przeznaczonego na modlitwy, ze stanowczym postanowieniem, że zostanę w nim tak długo, aż Bóg zacznie do mnie mówić. Ale wciąż odchodziłem stamtąd, nie otrzymawszy Bożej odpowiedzi. Wtedy żona mówiła do mnie : „Myślałam, że powiedziałeś, iż teraz już zostaniesz dotąd, dopóki nie nadejdzie Boża odpowiedź.” Uśmiechała się przy tym do mnie, jej tylko właściwym uśmiechem, przypominając mi jednocześnie, że Bóg jest wprawdzie gotów, lecz ciało jest mdłe. Stale odpowiadałem jej: „Haneczko, było moim zamiarem przebić się w modlitwie , ale… Znalazł się zawsze jakiś powód, dla którego nie mogłem w swojej komórce zostać do czasu, aż przyjdzie Boża odpowiedź. Usprawiedliwiałem się za każdym razem i mówiłem: „Jutro to przemogę, kiedy okoliczności będą bardziej sprzyjające”. Pan pobudził mnie do myślenia i dodał odwagi sercu, kierując moją uwagę na Daniela, gdy trwał w poście i w modlitwie (Dn 10,1–12), dopóki nie wyrwał odpowiedzi z rąk szatana, chociaż trwało to całe trzy tygodnie. Wtedy znowu wszedłem do komórki na kolana, a żonie powiedziałem, że nie wyjdę, dopóki nie usłyszę głosu Bożego i rzeczywiście tak myślałem. Kiedy jednak za kilka godzin poczułem zapach obiadu, który żona gotowała dla siebie i dla naszych maleństw, nie wytrzymałem i wyszedłem z komórki do kuchni, pytając żonę: „Cóż to takiego smacznego gotujesz, kochana?” A gdy chwilę potem siedziałem za stołem, Bóg przemówił do mojego serca. Chociaż połknąłem dopiero pierwszy kęs potrawy, jednak wstałem, kiedy przemówił. Teraz wiedziałem już z całą pewnością, że Bóg nie odpowie na pytanie mego serca, jeśli dla mnie nie będzie to droższe niż cokolwiek innego na świecie, droższe niż potrawa, uspokojenie i ukojenie cielesnych żądz i pożądliwości. Gdy czekamy na Boga, aby Go usłyszeć, nasłuchiwanie głosu Bożego musi być ponad wszystko, musi być najważniejsze.

Czekanie na głos z nieba

Wstałem prędko od stołu i powiedziałem do żony: „Haneczko, teraz mam do czynienia z Bogiem. Wrócę do komórki i proszę, zamknij mnie. Chcę tam zostać tak długo, aż coś usłyszę od Boga. „Ach — powiedziała — może już za godzinę zaczniesz stukać, żebym ci otworzyła”. Wiedziała, że często już tak obiecywałem, że zostanę w komórce, póki nie otrzymam odpowiedzi, i widocznie zwątpiła już, bym mógł na tyle zapanować nad moim ciałem, żeby przemóc diabła. Zamknęła jednak drzwi i powiedziała: „Puszczę cię, jak tylko zapukasz.” Po raz kolejny powiedziałem, że nie będzie to prędzej, aż otrzymam odpowiedź, na którą tak długo czekam. Nareszcie postanowiłem zostać za wszelką cenę, aż usłyszę coś od Pana. Po całych godzinach bojowania w mojej izdebce przeciwko ciału i diabłu wielokrotnie byłem bliski zaprzestania wszystkiego. Wydawało mi się to wiecznością, a wynik był tak mało znaczący. Wciąż przychodziło do mnie pokuszenie, aby zaniechać tego wszystkiego, zadowolić się bez Bożej odpowiedzi — postępować tak jak dotychczas. Ale głęboko w sercu wiedziałem, że się tym nigdy nie będę mógł zadowolić. Przecież już tyle razy próbowałem i przekonywałem się, że to mi nie wystarcza. Nie! Dlatego wytrwam tutaj na kolanach, aż mi Bóg odpowie, choćbym miał przez to umrzeć.

Wtedy chwała Boża i dostojność zaczęła napełniać moją komórkę. Myślałem, że to żona otworzyła pokój, ale tak nie było. To Zbawiciel Jezus Chrystus otworzył drzwi niebios, a komórka została zalana wspaniałością Bożej chwały. Nie wiem, jak długo trwałem tam, zanim się to stało, ale to nie jest dla mnie ważne. Wiem tylko, że przebiłem się w modlitwie. Obecność Pańska była naprawdę tak zadziwiająca i mocna, że czułem konieczność śmierci tu na kolanach, bo nie mógłbym znieść, gdyby Bóg zbliżył się do mnie jeszcze bardziej. Jednak tęskniłem przecież za tym i byłem zdecydowany na to w prośbach. Czy była to dla mnie odpowiedź? Czyżby Bóg mówił do mnie? Czy Bóg odpowiedział po tylu latach na pragnienie mojego serca? Nie wiedziałem, jak długo trwam w tym stanie. Wydawało mi się, jakbym stracił przytomność na wszystko oprócz mocnej obecności Bożej. Próbowałem Go ujrzeć i jednocześnie bałem się tego (Wj 23,20). Obecność Jego chwały była przeze mnie dostatecznie odczuwalna. Gdyby tylko zechciał ze mną mówić i odpowiedzieć przynajmniej na jedno pytanie! „Panie, dlaczego nie mogę uzdrawiać chorych? Dlaczego nie mogę czynić cudów w Twoim imieniu? Dlaczego nie posiadam takich znaków wiary, jakie mieli Piotr, Jan i Paweł? Na to usłyszałem Jego głos, jak głos gwałtownego wichru. To naprawdę był Bóg. Mówił do mnie. To była sławna odpowiedź, której tak pragnąłem, na która tak długo czekałem. W obecności Bożej czułem się jak mały pyłek na stoku skalistej góry, sięgającej do nieba. Czułem, że nie jestem godzien słyszeć Jego głosu. Lecz On nie mówił do mnie dlatego, że byłem tego godzien, lecz dlatego, że tego potrzebowałem. Już przed wiekami obiecał zaspokoić tę potrzebę, było to więc spełnieniem Jego obietnicy. Wydawało mi się, że Bóg mówił do mnie tak szybko i o tylu rzeczach, że nie byłem w stanie zatrzymać tego wszystkiego w pamięci, a jednak wiedziałem, że tego nigdy nie zapomnę. Bóg zaznajamiał mnie ze wszystkim i podawał mi spis rzeczy, które stały między mną, a mocą Bożą. Każdorazowo, kiedy do spisu było dołączane nowe żądanie, następowało krótkie objaśnienie lub wykład, w którym to żądanie zostało wyjaśnione. Niektóre z rzeczy, które Pan Bóg do mnie mówił, brzmiały jak wyjątki z Pisma Świętego i wiedziałem, że były z niego wzięte. Gdybym wiedział, że tak wiele rzeczy trzeba będzie zapamiętać, wziąłbym sobie ołówek i papier. Nie przypuszczałem, że Bóg w ten sposób będzie do mnie mówił i, że da mi taki długi spis żądań. Nigdy bym nie pomyślał, że jestem aż tak oddalony od świątobliwości Bożej i nie byłem świadomy tego, że w naszym życiu było aż tyle rzeczy, które się Panu nie podobają i przeszkadzają mojej wierze.

Podczas, gdy Bóg w dalszym ciągu mówił do mnie, zacząłem pośpiesznie szukać ołówka i znalazłem jego kawałek z ułamanym koniuszkiem. Zaostrzyłem go zębami i szukałem kawałka papieru, ale nie znalazłem. Nagle przypomniałem sobie o pudełku z tektury, w którym przechowywaliśmy zimową odzież i postanowiłem na nim napisać. Poprosiłem Pana, by zaczął jeszcze raz od początku, by pozwolił mi pisać jedno po drugim, i żeby mówił wolniej, abym wszystko mógł przelać na papier. Bóg zaczął więc mówić jeszcze raz. Mówił o wielu rzeczach, o których już poprzednio wspominał, pokazując jedną po drugiej, a ja wszystko to zapisywałem. Kiedy już ostatnie żądanie zostało napisane na kawałku tektury, Bóg przemówił jeszcze raz następującymi słowami : „To jest odpowiedź. Jeżeli złożysz ostatnią rzecz z otrzymanego spisu na ołtarzu oddania się i posłuszeństwa, będziesz nie tylko uzdrawiał chorych, ale także w moim imieniu wyganiał demony i ujrzysz potężne cuda i znaki, gdy będziesz w moim imieniu głosić Słowo. Dam ci moc nad wszelką gwałtowną mocą nieprzyjacielską.” Bóg dał mi również zrozumieć, że przeszkody w mojej służbie nie różnią się od tych, na jakie napotyka tysiące kaznodziejów. Przeszkody te wstrzymują Pana od działania przeze mnie, a także uniemożliwiają potwierdzanie Słowa znakami. W pewnym momencie zaczęło światła w pokoju ubywać, poczułem jak Jego mocna siła poczęła się unosić w górę. Jego obecność trwała jeszcze chwilę i ja drżałem jeszcze pod wpływem obecności Bożej. Trzymałem spis w swoim ręku. Tutaj wreszcie znajdowała się cena, jaką muszę zapłacić w swym życiu i służbie. Wypisana cena za pełną Bożą moc.

Chwilę później zastukałem gwałtownie w drzwi, a kiedy żona otworzyła i zobaczyła mnie, od razu wiedziała, iż spotkałem się z Bogiem. Spytała: „Otrzymałeś odpowiedź?” „O tak, Bóg mnie odwiedził, a tutaj jest odpowiedź.” W mojej ręce był kawał brunatnej tektury z odpowiedzią, która kosztowała tyle godzin postów, modlitw, czekania, a także i wiary. Zasiedliśmy ze spisem za stół, a gdy zacząłem żonie opowiadać, co się stało, i przeczytaliśmy razem zapisaną tekturę, płakaliśmy oboje. Jedenaście punktów tworzy treść niniejszej książeczki. Każdemu z tych jedenastu zdań jest poświęcony cały rozdział. Gdybym mógł skreślić ostatni z jedenastu punktów, mógłbym daną mi obietnicę uważać za swoją. Szatan mi jednak powiedział, że to się nigdy nie stanie. Odpowiedziałem, że się to stanie za pomocą łaski Bożej. Miliony ludzi było chorych, biednych i ubogich, którym lekarska wiedza nie pomogła. Musiał im ktoś przynieść oswobodzenie i ratunek. Bóg powołał mnie, abym był pośrednikiem w wykupieniu, jak powołał każdego, który służy Słowem, żeby czynił to samo (Ef 34,1–4).

Życie w Bożej mocy

Często na moich spotkaniach , kiedy podróżowałem po USA, Bóg wylewał swego Ducha, lecz działo się to w ograniczonej mierze. Wiedziałem jednak, że ujrzę takie cuda, jakich poprzednio nie oglądałem. W kościele „Calvary” w Oakland (Kalifornia), gdzie jest pastorem A. Townes, prowadziłem ewangelizację z uzdrowieniem na temat: „Z powrotem do Boga”. Wielu ludzi mówiło, że było to największe przebudzenie w dziejach Oaklandu. Setki ludzi mówiło, że tak mocnego spotkania z mocą Bożą jeszcze nigdy nie przeżyli. Już pięć tygodni trwają zebrania, a fale łaski Bożej płyną co wieczór tak silnie na zebranych, że wielu świadczy, iż zostali uzdrowieni, podczas gdy siedzieli na swoich miejscach, przy czym wszyscy odczuwali, jak mocna siła Boża spływała na zebranych. Ludzie wstawali, aby świadczyć o nagłych uzdrowieniach, a niektóre z nich są faktycznie cudami, jak zniknięcie różnych narośli, uzdrowienie ślepych i głuchych, zniknięcie guzów. Przy wkładaniu rąk w imieniu Jezusa czułem, jak guzy znikają. Ogromne są okrzyki zwycięstwa, kiedy zostają uzdrowieni ślepi. Pewna kobieta świadczy, iż było to tak, jakby przyszła z mroku pod słoneczne promienie. Modliliśmy się za pewną panią, która miała chorobę gardła. Po chwili widzieliśmy, jak śpieszyła do toalety, a gdy wróciła do zgromadzonych, opowiadała, że w modlitwie wyszło jej coś z gardła do ust, a miało to kształt obcego wyrostka, niewątpliwie raka. Narośle wielkości ludzkiej pięści znikały przez noc, kiedy w imieniu Jezusa wkładano ręce. W wielu wypadkach prawdziwe uzdrowienia były stwierdzone przez lekarza i wykazane rentgenem. Staliśmy tu ze świętą bojaźnią i zdumiewaliśmy się nad pełną Bożą mocą, która się przejawia od pierwszej chwili w tych zebraniach. Wielu ludzi zostało oswobodzonych z mocy wroga, zbawionych, uzdrowionych lub napełnionych Duchem Świętym. 90 % z tych, na których wkładano ręce, zaraz pod mocną siłą Bożą zostawało rzuconych na ziemię. Niektórzy krzyczeli lub zataczali się pod działaniem Ducha Świętego, jakby byli pijani, zanim padli na ziemię (patrz Jr 23,9).

W tych okolicznościach jest wprost niemożliwe, aby odszedł ktoś z zebrania obojętny lub nie dotknięty. Jest to niepojęta moc Boża, która dotyka największych głębin człowieka. Ta sama siła sprawiła, że Jan padł do Jego nóg jak martwy (Ap 1,17). Ogłosiliśmy potem, że na tych, którzy pragną na naszych zebraniach zostać ochrzczeni Duchem Świętym, będziemy wkładać ręce zgodnie ze Słowem Bożym, zapisanym w Dziejach Apostolskich 8,17. Po kazaniu przyszli wszyscy, którzy nie zostali ochrzczeni w czasie kazania, i ustawili się w długi rząd, a każdy z małymi wyjątkami, na kogo zostały włożone ręce w imię Chrystusa, padał na ziemię. Był to niezwykły widok dla mnie, stojącego w tyle na podium, kiedy oglądałem całą przestrzeń przed ołtarzem zapełnioną tymi, którzy pod wpływem mocy Bożej padali na podłogę. Jeszcze radośniej było mi słuchać niebieskich melodii głosów, które niosły się w górę we wspólnym uwielbieniu Boga, gdy Duch Boży napełniał posłusznych wierzących, a ci przemawiali nowymi językami (Mk 16,17; Dz 2,46). Nie przywłaszczam sobie daru uzdrawiania mimo, że było w tych zgromadzeniach setki cudownie uzdrowionych. Sam nie zdaję sobie sprawy z tego, jak mogłem przeżyć tak ogromne zmiany w sposobie mojego usługiwania. Czy ty już to zrozumiałeś? Ostatni rozdział ze spisu, jaki otrzymałem od Pana w mojej komórce, nareszcie mógł zostać skreślony. Alleluja! Dalsze rozdziały zawierają wymagania, które podał mi Bóg, a są one przeznaczone dla tych, którzy pragnęliby posiąść pełną moc Bożą.

A. A. Allen

Zaczerpnięto ze strony: http://www.leszekkorzeniecki.pl

Przeczytaj także: Chwala Pańska

2013

Reklamy

One comment on “Cena pełni Bożej mocy – wstęp

  1. Kris
    22/10/2013

    Bardzo dobre i mocne przesłanie. Zauważam coraz głębsze wejście w tego rodzaju ‚klimaty” wielu chrześcijan z różnych nacji. Jest to wyraźny znak czasu. Szykuje się ewangelizacja jakiej wcześniej nie znaliśmy. Wejdźmy w to wszyscy!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 18/10/2013 by in Tak warto żyć.