Jadłodajnia

portal ludzi głodnych i spragnionych Boga

Moc przez modlitwę 12 – Czego pragnie od nas Bóg?

LeadersprayingSpokój, siła w trzymaniu się Pana i płynąca z nich moc, nigdy nie powstają w pośpiechu. Krótkie chwile spędzane na modlitwie pozbawiają nas duchowego wigoru, zatrzymują duchowy postęp, niszczą fundamenty duchowego życia i powodują, że więdnie i niszczeje zarówno korzeń jak i kwiat duchowego życia. W konsekwencji pojawiają się Duchowe upadki, które są ich owocem i wskazują one na powierzchowną pobożność danej osoby. Krótkie modlitwy oszukują, rujnują, sprawiają, że gnije nasienie i ubożeje gleba.

Walka o liderów

Gdyby niektórzy wierzący, zamiast narzekać i okazywać swoje niezadowolenie przed ludźmi z powodu braci głoszących Słowo, oddawaliby się z całych sił wołaniu za nimi do Boga i gdyby w duchu przepuściliby za nimi swoimi pokornymi, gorącymi i nieustannymi modlitwami szturm do Nieba, to z całą pewnością cieszyliby się lepszymi rezultatami”.  Jonathan Edwards

W dzisiejszych czasach wyszło z praktyki modlenie się za kaznodzieję czy brata usługującego, a nawet uważa się to za rzecz niepotrzebną. Tu i ówdzie słyszymy nawet jak niektórzy ludzie starają się udowodnić, że zanoszenie modlitw za usługującego Słowem Bożym poniża go, gdyż w ten sposób publicznie się daje wyraz jego słabości. Czasami za takim zrozumieniem stoi pycha, płynąca z wykształcenia i pewności siebie głoszącego, ale taka postawa powinna zostać napiętnowana, bo znaczy to, że służba jest do tego stopnia zaniedbana, że toleruje taki sposób myślenia.

Dla kaznodziei modlitwa jest nie tylko obowiązkiem, płynącym z jego pracy i powołania, ale też wielkim przywilejem i koniecznością. Nawet powietrze nie jest bardziej potrzebne płucom niż modlitwa dla kaznodziei. Jest rzeczą absolutnie konieczną, aby modlić się za kaznodzieję. Te dwie rzeczy muszą łączyć się w nierozerwalny związek. Kaznodzieja musi się modlić i za niego trzeba się modlić. Do wypełnienia ogromu swoich zadań i podołania odpowiedzialności jaka na nim ciąży, kaznodzieja potrzebuje potężnej modlitwy na jaką tylko on sam może się zdobyć, a także usilnych modlitw wznoszonych za jego służbę przez innych. Wtedy dopiero jego praca będzie ukoronowana największym i najprawdziwszym powodzeniem. Prawdziwy kaznodzieja, poza praktykowaniem modlitwy osobiście i to z największą duchową gorliwością, pragnie także modlitw, które by za niego zanosił lud Boży.

Im bardziej dany człowiek jest pobożny, tym wyżej ceni sobie modlitwę, bo widzi, że modlącym się Bóg daje samego Siebie, a miarą objawienia otrzymywanego przez duszę jest jej tęsknota i nieustanna modlitwa zanoszona przed tron Boży. Zbawienie nigdy nie trafia do serca pozbawionego modlitwy, a Duch Święty nie spoczywa nad osobą, której obca jest modlitwa. Podobnie i kazanie nigdy nic nie buduje w duszy, która się nie modli.

Dla Chrystusa pojęcie nie modlącego się chrześcijanina jest czymś zupełnie obcym, a ewangelia nie może być głoszona przez nie modlącego się kaznodzieję. Nic nie może zmniejszyć potrzeby modlenia się, ani dary duchowe, ani wykształcenie, ani erudycja, ani nawet Boże powołanie. Te wszystkie rzeczy tylko wzmagają konieczność, aby kaznodzieja się modlił i aby się o niego modlono.

Im bardziej otwierają się oczy kaznodziei na istotę odpowiedzialność i trudności, jakie istnieją w jego pracy, tym bardziej będzie zdawał on sobie sprawę i będzie tym bardziej odczuwał,

jak bardzo konieczna jest modlitwa. Będzie również prosił wszystkich swoich bliskich i znajomych, aby się o niego modlili i w ten sposób mu pomagali.

Źródło siły Pawła

Niech przykładem będzie Paweł. Nikt inny nie mógł bardziej niż on polegać na sile swojej indywidualności, na sprawności umysłu, kulturze osobistej, charakterze pełnym wdzięku i łaski, na urzędzie apostolskim, który mu został powierzony i na nadzwyczajnym powołaniu Bożym do głoszenia ewangelii, a jednak widzimy, że Paweł dał dobry przykład tego jak bardzo kaznodzieja musi być mężem modlitwy i jak bardzo konieczną rzeczą dla osiągnięcia pełni powodzenia w pracy duszpasterskiej i w usługiwaniu Słowem Bożym, jest modlitwa innych ludzi. On prosił, błagał i z gorliwością domagał się pomocy za sprawą modlitw wszystkich świętych Pańskich. On wiedział o tym, że w dziedzinie ducha, podobnie jak w każdej innej dziedzinie siła leży w jedności. Wiara i pragnienie mają możliwość łączenia się w moc, a modlitwa powiększa jej objętość, aż wreszcie jej duchowa siła staje się tak ogromna, że nic nie może się jej już przeciwstawić. Poszczególne modlitwy łączą się ze sobą, podobnie jak krople wody, które tworzą potężny ocean. Tak też i Paweł, którego pragnieniem było, aby według danego mu pełnego zrozumienia zasad duchowego świata, wywierać potężny wpływ na ludzi przez wieki. Jak ocean, postanowił zebrać wszystkie rozproszone cząsteczki modlitw, aby połączyć je w całość. Czyż nie jest to wyjaśnieniem tajemnicy wyższości pracy Pawła nad wszystkimi innymi? Jego wspaniałe rezultaty i wpływ jaki wywarł na Kościół na całym świecie związane były ze skupieniem na swojej osobie i swojej pracy więcej modlitw niż inni? Do swoich braci w Rzymie Paweł napisał następujące słowa: „A proszę was, bracia, przez Pana naszego Jezusa Chrystusa i przez miłość Ducha, abyście razem ze mną walczyli w modlitwach za mnie do Boga” (Rz 15,30), a do Efezjan tak napisał: „W każdej modlitwie i prośbie modląc się nieustannie w Duchu, i w tym celu czuwając z całą wytrwałością i z modlitwą za wszystkich Świętych i za mnie, aby mi dana była moc, bym otworzywszy usta swoje, śmiało głosił tajemnicę Ewangelii” (Ef 6,18-19). Pisząc do Kolosan, podkreślił: „Modląc się razem i za nas, aby nam Bóg otworzył drzwi słowa, żebyśmy mówili o tajemnicy Chrystusowej, z powodu której i ja jestem więźniem, abym ją objawił, tak jak należy” (Kol 4,3-4). Do Tesaloniczan napisał krótko, ale bardzo wyraziście: „Bracia, módlcie się za nas” (l Tes 5,25). Do Kościoła w Koryncie zwracał się z prośbą o pomoc, pisząc: „…wy pomożecie modlić się za nas” (2 Kor 1,11). Na tym miała polegać ich cząstka pracy, mieli przyłożyć rękę, pomagając w modlitwie. W końcowej prośbie skierowanej pod adresem Kościoła w Tesalonikach, dodatkowo jeszcze podkreślił ogromne znaczenie modlitwy: „Na koniec, bracia, módlcie się za nas, aby się Słowo Pańskie szerzyło się i rozsławiało, jak i u was; i abyśmy byli wyrwani od niespokojnych i złych ludzi” (2 Tes 3,1-2). Starał się też przekonać Filipian, że wszystkie doświadczenia i sprzeciwy, z jakimi się spotkał, miały pomóc w szerzeniu Ewangelii, dzięki skuteczności ich modlitw za niego. Filemon miał przygotować Pawłowi kwaterę, ponieważ dzięki jego modlitwom, Paweł chciał zostać Jego gościem.

Stosunek Pawła do kwestii modlitwy wpłynęło na jego ogromną pokorę oraz na zrozumienie duchowej mocy, która sprawia, że Ewangelia może docierać do serc ludzkich. Jeśli Paweł w swojej pracy kaznodziejskiej w tak dużej mierze był zależny od modlitw świętych Pańskich, to jest istotne, aby modlitwy ludu Bożego skupiały się na usługujących również dzisiaj.

Paweł nie uważał, aby jego gorące prośby o modlitwę w jakiś sposób go poniżały, zmniejszały jego oddziaływanie albo stawiały pod znakiem zapytania jego pobożność. A nawet gdyby tak było, to jakie miałoby to znaczenie? Niech by nawet szacunek odszedł, oddziaływanie zniknęło, a opinia została zrujnowana, byle bracia i siostry się modlili. Tego Paweł potrzebował najbardziej. Tak więc bez względu na to jak mocno został powołany przez Boga i obdarzony urzędem, całe jego wyposażenie było niedoskonałe bez modlitw ludzi wierzących. Dlatego zawsze pisał z prośbą o usilne modlitwy.

Czy ty się modlisz o brata lub o braci usługujących w twoim zborze? Modlitwy publiczne mają małe znaczenie, jeśli nie są ugruntowane w osobistych modlitwach lub jeśli bezpośrednio po nich nie występują. Modlący się spełniają w stosunku do usługującego Słowem takie samo zadanie, jakie kiedyś spełniali Aaron i Hur w stosunku do Mojżesza – podtrzymują jego ręce, dzięki czemu decydują o wyniku toczącej się wokół nich duchowej bitwy.

Prośbą i celem apostołów było sprawienie, aby Kościół się modlił. Nie lekceważyli łaskawego daru, jakim było dawanie, ani nie bagatelizowali działalności na zewnątrz Kościoła czy też pracy zborowej, jako istotnego czynnika w życiu duchowym. Jednak nic nie uważali za rzecz tak istotną i  ważną, jak modlitwę. Aby ukazać ogromną odpowiedzialność za modlitwę, która spoczywa na każdym z osobna, najpoważniejszych napomnień używali na podstawie Słowa Bożego. Wskazywali w ten sposób na wagę modlitwy. Używali słów gorących, łatwo zrozumiałych i pobudzających serca.

„Niechaj wszędzie, wszyscy się modlą!” — oto kwintesencja nauki apostolskiej, a zarazem tajemnica sukcesów apostolskich. To samo czynił też Jezus Chrystus w czasie swojej ziemskiej służby. Widzimy to wyraźnie przy okazji, gdy Jego serce było poruszone głębokim, nieskończenie wielkim współczuciem dla „dojrzewających do żniw” ludów tej ziemi, które ginęły z powodu braku robotników. Wówczas przerwał swoją modlitwę i próbował pobudzić wyobraźnię Swoich uczniów odnośnie obowiązku modlenia się, nakazując im, aby prosili: „Pana żniwa, aby wysłał robotników na żniwo swoje” (Mt 9,38). Na innym miejscu czytamy, że „powiedział im też podobieństwo o tym, żeby zawsze się modlić i nie przestawać” (Łk 18,1).

Kulawa modlitwa

Celem naszego uwielbienia Boga nie jest zegarek, ale czas stanowi jego istotny element. Umiejętność czekania i usilnego, długotrwałego błagania stanowi istotny element w naszej rozmowie z Bogiem. Pośpiech, podobnie jak we wszystkich innych dziedzinach życia, jest rzeczą niewłaściwą i szkodliwą.  W alarmującym stopniu wkrada się do poważnej pracy, jaką jest obcowanie z Bogiem. Krótkie chwile spędzone na uwielbianiu Boga wyrugowują z naszego życia głęboką pobożność. Spokój, siła w trzymaniu się Pana i płynąca z nich moc, nigdy nie powstają w pośpiechu. Krótkie chwile spędzane na modlitwie pozbawiają nas duchowego wigoru, zatrzymują duchowy postęp, niszczą fundamenty duchowego życia i powodują, że więdnie i niszczeje zarówno korzeń jak i kwiat duchowego życia. W konsekwencji pojawiają się Duchowe upadki, które są ich owocem i wskazują one na powierzchowną pobożność danej osoby. Krótkie modlitwy oszukują, rujnują, sprawiają, że gnije nasienie i ubożeje gleba.

Mężowie modlitwy

Modlitwy zapisane na kartach Biblii są krótkie, ale mężowie modlitwy spędzali wiele godzin na słodkim obcowaniu i świętym bojowaniu z Bogiem. Odnosili swoje zwycięstwa nie dzięki dużej ilości słów, lecz dzięki długiemu oczekiwaniu u stóp Pana. Modlitwy, Jakie zapisał Mojżesz, są może krótkie, ale nie zapominajmy o tym, że tenże Mojżesz modlił się do Boga w poście i potężnym wołaniu przez czterdzieści dni i nocy. Modlitwach wypowiedziane przez Eliasza można zmieścić w kilku zdaniach, ale nie ulega wątpliwości, że Eliasz, który „modlił się usilnie” (Jk5,17). Spędzał on wiele godzin w płomiennym zmaganiu się i wzniosłym obcowaniu z Bogiem, zanim mógł z całą wspaniałą pewnością siebie powiedzieć Achabowi: „Jako żyje Pan, Bóg Izraela, przed którego obliczem stoję, że nie będzie w tych latach rosy ani deszczu, tylko na moje słowo” (l Krl 17,1). Zapisane w Biblii modlitwy Pawła są krótkie, a jednak modlił się on „we dnie i w nocy bardzo gorliwie” (l Tes 3,10). Modlitwa Pańska jest Bożym podsumowaniem, przygotowanym dla dziecięcych warg. Sam Jezus spędził wiele nocy na modlitwie zanim ukończył swoje dzieło. Niewątpliwie te właśnie noce, spędzone na modlitwie i obcowaniu z Ojcem Niebieskim, nadawały jego pracy ów blask doskonałości, a Jego charakterowi ową pełnię i chwałę, które objawiały Jego Boskość.

Praca duchowa jest pracą ogromnie wyczerpującą, dlatego też ludzie jej ogromnie nie lubią. Modlitwa – prawdziwa modlitwa – wymaga wielkiej ilości czasu i bardzo poważnego skupienia. Mało jest takich ludzi, którzy posiadają tak wielką siłę charakteru, że są w stanie ponieść tę ofiarę, gdy na zewnątrz wszystko wygląda poprawnie. Możemy przyzwyczaić się do naszej nędznej, podobnej do żebraniny, modlitwy do tego stopnia, że w końcu zacznie dawać nam poczucie, że wszystko jest w porządku i uspokajać nasze sumienie, co jest najgroźniejszą formą odurzania samego siebie, niczym zażywanie opium! Możemy ograniczać nasze modlitwy i nie zdawać sobie sprawy z niebezpieczeństwa, aż w końcu fundament naszej wiary przestanie istnieć. Pośpieszne modlitwy powodują to, że wiara słabnie, nasza pewność odnośnie spraw duchowych, zaczyna się chwiać, a pobożność staje pod znakiem zapytania. Krótkotrwałe przebywanie z Bogiem powoduje, że Bóg zaczyna dla nas niewiele znaczyć. Ten, kto ogranicza modlitwę sprawia, że wypaczeniu ulega cały charakter jego wewnętrznego życia, które karłowacieje, ubożeje i staje się podatne na zabrudzenia grzechem. Potrzeba dużo czasu na to, aby Bóg z całą mocą mógł wpłynąć na ducha człowieka. Jedynie krótkie chwile spędzane na obcowanie z Bogiem odcinają dopływ Bożej pełni. Mała ilość czasu poświęcana modlitwie i pośpiech zatracają obraz i podobieństwo Boże.

Henry Martyn, angielski misjonarz z ubolewaniem przyznał się, że „nieustanne przygotowywanie kazań spowodowało brak spokojnego osobistego czytania Słowa Bożego i modlitwę potrzebnego dla karmienia własnej duszy, przez co zaistniała dziwna obcość pomiędzy Bogiem a moją duszą”. Martyn doszedł do wniosku, że poświęcał czas na publiczne usługiwanie, kosztem nadmiernego skrócenia osobistej społeczności z Bogiem. Stąd postanowił wreszcie jako rzecz ogromnej wagi potraktować sprawę poświęcenia czasu na okres postu i gorącej modlitwy. Następstwem tego kroku było coś, co opisał następującym słowami: „Dziś rano doznałem pomocy i mogłem się modlić przez dwie godziny”. William Wilberforce, który był równy królom, napisał tak; „Muszę zarezerwować więcej czasu na modlitwę w odosobnieniu. Tryb życia, jaki ostatnio prowadzę jest dla mnie stanowczo zbyt pełny spotkań towarzyskich i publicznych. Brak osobistej modlitwy powoduje głód duszy, która niejako chudnie i omdlewa. Poświęcam też na nią zbyt późne godziny”. Mówiąc w parlamencie, o pewnym niepowodzeniu, tak się wyraził: „Niechaj mi będzie wolno ze smutkiem i ze wstydem zaznaczyć, że powodem tego było ograniczenie czasu spędzonego na modlitwie i dlatego Bóg pozwolił mi się potknąć”. Środkiem zapobiegawczym, jaki zastosował było spędzanie dłuższych okresów czasu w samotności i we wczesnych godzinach porannych.

Lekarstwo na niemoc

Poświęcanie modlitwie większej ilości czasu i we wczesnej porze byłoby niczym cudowne lekarstwo na ożywienie i posilenie podupadłego życia duchowego wielu ludzi. Owocem tego byłoby niewątpliwie pobożne życie. Nie byłoby ono zjawiskiem tak rzadkim albo celem tak trudnym do osiągnięcia, gdyby w naszym obcowaniu z Bogiem było mniej pośpiechu i więcej czasu. Spotykanie osób, które roznoszą woń Chrystusowej cierpliwości nie byłoby zjawiskiem tak rzadkim, gdybyśmy nasz przedłużyli czas spędzany na modlitwie i nadali mu bardziej intensywny przebieg, Żyjemy niechlujnie, gdyż skąpo się modlimy. Jeśli natomiast na ucztowanie w modlitwach naszych poświęcimy dużo czasu, to życic nasze stanie się obfitujące w tłuszcz i szpik (Iz 25,6). Nasza zdolność do trwania z Bogiem w modlitwie jest miernikiem naszej zdolności do życia z Bogiem poza czasem modlitwy. Pośpieszne odwiedziny u Boga są rzeczą wielce złudną i osłabiającą. Nie tylko zostajemy wprowadzeni w ten sposób w błąd, lecz również stracimy pod wieloma innymi względami i pozbawiamy się wielu wspaniałych darów, które Pan chce nam podarować w ramach zapisu uczynionego dla nas w Jego testamencie. Przebywanie z Bogiem na osobności jest bardzo pouczające i przysparza wiele dobra. Największe zwycięstwa są niejednokrotnie wynikiem długiego wyczekiwania przed Panem z dala od słów i planów, kiedy milczące oczekiwanie zostaje ukoronowane. Jezus z całym naciskiem zadaje pytanie: „A czyżby Bóg nie wziął w obronę swoich wybranych, którzy wołają do niego we dnie i w nocy?” (Łk 18,7).

Modlitwa jest największą pracą, jaką możemy wykonać. Aby ją jednak wykonać potrzeba czasu, ciszy i stanowczego postanowienia. Jeśli tych warunków nie spełniamy, zdegradujemy modlitwę i uczynimy ją mało znaczącą sprawą. Prawdziwa modlitwa przyniesie dobre rezultaty, słaba przyniesie słabość. Nie jest możliwe, aby modlić się za dużo, jeśli modlimy się naprawdę. Zdawkowe modlenie się jest niczym innym jak tylko bezwartościową imitacją. Musimy na nowo nauczyć się wartości modlitwy i raz jeszcze udać się do szkoły modlitwy. Żadnej rzeczy nie trzeba się tak długo uczyć, a jeżeli tej cudownej sztuki chcemy się nauczyć naprawdę dobrze, to nie wystarczy jej poświęcić jedynie chwili, jak śpiewają o tym malutcy święci: „Z Jezusem chwilka…”. Musimy zdecydować się na nieugięte trwanie przy Bogu, a modlitwie poświęcić najlepsze godziny dnia. W przeciwnym bowiem razie nie będziemy mieli do czynienia z modlitwą, która ma prawdziwą wartość.

Pustynia modlitwy

Nie żyjemy obecnie w dobie modlitwy. Bardzo niewielu się modli. Kaznodzieje i księża ją zniesławiają. W obecnej dobie pośpiechu i zgiełku, pary i elektryczności, ludziom nie chce się poświęcać czasu na modlitwę. Są tacy kaznodzieje, którzy tylko „odmawiają modlitwy” jako część planu nabożeństwa albo przy okazji uroczystości państwowych. Ilu jest takich, którzy powstaną i obudzą się do modlitwy i uchwycą się Boga całym sercem? Kto się modli tak, jak to czynił Jakub, który za swój bój modlitwy i wstawiennictwa, został uznany za księcia rycerzy? Kto się modli tak, jak Eliasz, aż do powstrzymania sił natury, kiedy dotknięty klęską głodu kraj, zazieleniał na podobieństwo raju Bożego? Któż się modli tak, jak Jezus, gdy przez całą noc trwał w modlitwie na górze? Apostołowie pilnowali modlitwy, a jest to najtrudniejsza praca, do której nie można nakłonić nawet usługujących Słowem. Wierzący chętnie przekazują środki materialne na dzieło, niektórzy dają je bardzo hojnie, ale nie chcą „pilnować modlitwy”, bez której pieniądze są tylko przekleństwem. Wielu jest kaznodziejów, którzy wygłaszają mocne i wymowne kazania na temat potrzeby duchowego przebudzenia i rozszerzania Królestwa Bożego. Mało jest jednak tych, którzy czynią to, bez czego wszelkie kazania i organizacje są niczym, a mianowicie tych, którzy się modlą. Modlitwa jest niejako czymś, co wyszło z mody, zaginioną sztuką. Dlatego największym dobroczyńcą w tych czasach byłby ktoś, który by umiałby przyprowadzić kaznodziejów i Kościół z powrotem na kolana i nauczył, jak się modlić. Apostołowie posiadali małą świadomość, dotyczącą ogromnego znaczenia modlitwy przed dniem Pięćdziesiątnicy. Gdy jednak w tamtym dniu spoczął na nich Duch Święty i ich napełnił, w tamtym momencie modlitwa została podniesiona do swojej życiodajnej i o wszystkim decydującej rangi w kwestii głoszenia ewangelii. W chwili obecnej proszenie Ducha, aby święci Pańscy się modlili, jest najgłośniejszą i najważniejszą potrzebą. Pobożność świętego jest stwarzana, uszlachetniana i doskonalona dzięki modlitwie. Ewangelia będzie posuwała się naprzód bardzo powolnymi i nieśmiałymi krokami jeżeli święci nie będą pilnowali modlitwy wcześnie rano i późno w nocy.

Prawdziwi reformatorzy

Gdzie są podobni do Chrystusa przywódcy, którzy mogliby uczyć współczesnych świętych, jak się modlić, którzy zachęciliby ich do rozwijania tej sztuki i nakłoniliby do jej pilnego pielęgnowania? Czy jesteśmy świadomi tego, że wychowujemy pokolenie nie modlących się świętych? Gdzie są owi starsi Kościoła, wyposażeni w apostolskiego ducha, którzy umieliby nakłonić lud Boży do modlitwy? Niech wyjdą do przodu i niech dokonają tego zadania, a będzie to największym dziełem, jakiego człowiek w ogóle może dokonać. Większy dostęp do wiedzy i podniesienie statusu materialnego dzięki ofiarom pieniężnym, stanie się dla chrześcijaństwa nąjstraszniejszym przekleństwem, jeżeli w parze z tymi rzeczami nic pójdzie zaangażowanie w uświęcającej modlitwie. Usilne modlenie się nie przyjdzie samo przez się. Wielkie zbiórki pieniędzy na wielkie akcje ewangelizacyjne, nie tylko mogą nie pomóc naszym modlitwom, ale wręcz mogą im zaszkodzić, jeżeli nie będziemy ostrożni. Tutaj nie pomoże nic innego, jak tylko wielki wysiłek braci kierujących Bożym dziełem. Muszą oni włożyć wysiłek o charakterze apostolskim, który doprowadzi wiernych do zanurzenia się w głębokim zrozumieniu czym jest modlitwa, jako warunku koniecznym dla zachowania życia i uniknięcia śmierci duchowej. Ale modlących się naśladowców mogą mieć nie jedynie modlący się przywódcy. Modlący się apostołowie dadzą początek życiu duchowemu modlącym się świętym. Gdy na kazalnicy stać będzie modlący się kaznodzieja, wówczas w ławkach siedzieć będą modlący się słuchacze. Bardzo nam potrzeba kogoś, kto by umiał nakłonić świętych do tej wielkiej pracy, jaką jest modlitwa. Jesteśmy bowiem pokoleniem nie modlących się świętych, nie posiadających ani gorliwości, ani piękna, ani mocy, która świętym przystoi. Kto naprawi to zło? Kto wypełni tę lukę?

Największym reformatorem i największym apostołem będzie ten, komu uda się nakłonić Kościół do modlitwy. Jesteśmy w pełni przekonani, że największą potrzebą Kościoła w tych czasach, podobnie jak było we wszystkich wiekach, jest obecność mężów o tak wspaniałej wierze, o tak nieskalanej świętości, porywającym duchowym wigorze i płomiennym zapale, których modlitwy, wiara, życie i usługiwanie, radykalny i bojowy duch mogłyby wywołać duchową rewolucję i dać początek nowej erze w życiu poszczególnych osób i całego Kościoła. Nie mamy tutaj na myśli ludzi, którzy wzbudzaliby jakąś sensację poprzez nowe pomysły, ani takich, którzy przyciągaliby tłumy dzięki zapewnieniu słuchaczom przyjemnej rozrywki. Chodzi tutaj o takich mężów, którzy umieliby poruszać serca i sprawiać duchową rewolucję poprzez głoszenie Słowa Bożego w mocy Ducha Świętego – rewolucję, która zmieniłaby całkowicie bieg wypadków. Naturalne zdolności i kwalifikacje uzyskane dzięki otrzymanemu wykształceniu nie stanowią decydującego czynnika w tym temacie. Tutaj chodzi o potencjał wiary, zdolność i umiejętność modlenia się, moc, którą otrzymuje się poprzez poświęcanie się, zdolność do oceniania siebie samego jako najmniejszego, całkowite zatracenie swego „ja” w chwale Bożej oraz ciągle obecne i niczym nie zaspokojone pragnienie i tęsknota za Bożą pełnią. Chodzi o ludzi, którzy mogliby zapalić Kościół miłością do Boga, nie w jakiś hałaśliwy i demonstracyjny sposób, ale dzięki posiadaniu tego intensywnego, choć cichego gorąca, które potrafi wszystko stopić i wszystko poruszyć dla Boga. Bóg potrafi dokonywać cudów, jeśli tylko znajdzie odpowiednich ludzi. Ludzie zaś mogą dokonywać cudów, jeśli tylko uda się im uprosić Boga o Jego kierownictwo. W czasach ostatecznych bardzo potrzebne jest tak mocne napełnienie Duchem z wysokości, że przewróciłoby cały świat do góry nogami. Potrzeba mężów, którzy byliby w stanie wstrząsnąć tym światem dla Boga, których rewolucyjna przemiana ich własnego życia duchowego zapoczątkowałaby za sobą radykalną przemianę we wszystkich dziedzinach życia. To jest obecnie najbardziej palącą potrzebą Kościoła.

Kościół nigdy nie był pozbawiony takich właśnie mężów. Są oni klejnotami zdobiącymi karty jego historii i konkretnymi dowodami cudu, jakim jest świętość Kościoła. Ich przykład i historia życia nie przestają być źródłem natchnienia i błogosławieństwa. Powinniśmy się jednak nieustannie modlić o to, aby wzrosła ich liczba i oddziaływanie.

Największe rzeczy przed nami

To, co dawniej dokonało się w sferze życia duchowego, może dokonać się ponownie i z jeszcze większą mocą. Tak uważał Jezus, który powiedział tak: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto wierzy we mnie, ten także dokonywał będzie uczynków, które ja czynię, i większe nad te czynić będzie; bo Ja idę do Ojca” (J 14,12). Przeszłość nie wyczerpała jeszcze wszystkich możliwości, ani też potrzeb czynienia wielkich rzeczy dla Boga. Kościół, bazujący jedynie na minionej historii, w kwestii  cudów łaski i mocy, jest upadłym Kościołem.

Bóg pragnie mieć swoich wybranych mężów, z których życia zniknęło własne „ja” i świat, poprzez ukrzyżowanie, przez bankructwo indywidualności, które do tego stopnia zrujnowało własne „ja” i świat, że nie ma już żadnej nadziei ani pragnienia ich powrotu. Bóg pragnie mieć takich ludzi, którzy poprzez pozostawienie wszystkiego, co należy do tego świata, poprzez ukrzyżowanie, zwrócili się do Boga w sposób doskonały, całym sercem. Módlmy się gorąco, aby obietnice Boże dotyczące modlitwy, zostały przez wielu przyjęte w sposób przewyższający wszelkie oczekiwanie.

E.M. Bounds

Edward McKendree Bounds (1835-1913) był kaznodzieją metodystycznym i prawnikiem.

Zachęcamy do przeczytania części pozostałych:

moc-przez-modlitwe-1-naczynie-na-boza-moc/

moc-przez-modlitwe-2-zywa-i-martwa-prawda/

moc-przez-modlitwe-3-najwazniejsze-zadanie-chrzescijanina/

moc-przez-modlitwe-4-rozmowa-z-bogiem/

moc-przez-modlitwe-5-rezultaty-w-sluzbie/

moc-przez-modlitwe-6-mezowie-modlitwy/

moc-przez-modlitwe-7-poranne-szukanie-boga/

moc-przez-modlitwe-8-tajemnica-posiadania-mocy/

moc-przez-modlitwe-9-kazanie-z-serca/

moc-przez-modlitwe-10-boze-namaszczenie/

moc-przez-modlitwe-11-wspolczesni-apostolowie/

pasek 2014

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 17/01/2014 by in Tak warto żyć.